MUZYKA I KULTURA

Crimson Blue – Anielskie wystąpienie (wywiad)

Zaskoczony byłem kiedy po raz pierwszy miałem okazję spotkać się z muzyką Crimson Blue. Pięcioosobowa grupa z Rosji znajduje się gdzieś muzycznie w okolicach art metalu, prowadzonego przez żeński głos, co nie jest moim naturalnym środowiskiem dźwiękowym. Pomimo, a może dzięki prostocie przekazu, niektóre fragmenty debiutanckiej płyty do mnie przemówiły. Grupa niedawno odbywała tour po kilku europejskich krajach, w tym zagrali 4 koncerty w Polsce. Ich występ w Warszawie odbył się 13 listopada br. jako support dla znanej Tarji Turunen. Przyznać trzeba, że młoda grupa, w moim prywatnym odczuciu, wypadła lepiej niż uznana gwiazda. Jako osoba, która sporadycznie pochłania takie dźwięki zostałem urzeczony zarówno ich dynamiką, spontanicznością, taką osobliwą żywiołowością na scenie. Nie dało się nie odczuć świeżego powiewu, jednocześnie podpartego dobra muzyką, znacznie bardziej zaawansowaną niż ta zarejestrowana na debiutanckiej płycie. Podczas trasy oficjalnie została wydana ich druga płyta „The Angelic Performance” nakładem wytwórni My Kingdom Music. O tym i o innych kwestiach udało się porozmawiać za kulisami z wokalistką Dominiką oraz gitarzystą Andrew. Zapraszam.

Pierwszym pytaniem jakie narzuciło mi się po obejrzeniu Waszego koncertu jest – jak długo się znacie jako ludzie? Na scenie wyglądacie jak paczka dobrze zgranych przyjaciół.

Dominika: W obecnym składzie pracujemy razem od roku. Ja pracuję z Alexem i Julią już od pięciu lat, a z Andrew półtorej roku. Natomiast Lex i Vlad dołączyli do nas stosunkowo niedawno. Myślę, że możemy powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi.

Andrew: Zespół w obecnym składzie gra od 1 listopada zeszłego roku.

Na koncercie zagraliście utwór rozpoczynający się gitarą basową. Ponieważ nie znam nowej płyty jeszcze, trudno mi poprzeć go tytułem. Czy dobrze odbieram, że był on inspirowany orientalną muzyką?

Dominika: To w zasadzie było solo przed utworem. Alex lubi ich dużo grać. Owszem, był on inspirowany muzyką z tamtych rejonów. Utwór mówi o mistycznych doświadczeniach. Jest oparty na pewnym zdarzeniu, w jakie byliśmy zamieszani 3 lata temu w towarzystwie osób pochodzących z orientu. Całość działa się wśród kadzideł, tamtejszych śpiewów, wypełniania energią i marzeń sennych na tematy karmy, etc.

Na nową płytę w ogóle musieliśmy czekać aż 3 lata. Dlaczego tak długo?

Dominika: W zasadzie trudno powiedzieć dlaczego tak długo. Planowaliśmy wydać płytę wcześniej, jednakże spotkaliśmy się z małymi problemami dotyczącymi nagranych już wcześniej instrumentów. Zmienił się nasz skład – tuż przed nagraniem ścieżek bębnów opuścił nas nasz perkusista, a wraz z nim drugi gitarzysta. Ponadto zagraliśmy nieco koncertów, jak również nagrywaliśmy video do jednego z utworów. Przez trwające rok problemy ze składem zdecydowaliśmy się nagrać perkusję z muzykiem sesyjnym. Jednakże okazało się, że ścieżki zostały uszkodzone i trzeba było nagranie powtórzyć. Następnie Andrew zajął się nagrywaniem i produkcją moich ścieżek głosu, co zajęło nam prawie rok. Najpierw zarejestrowaliśmy wszystko w około miesiąc czy dwa, jednakże po czasie stwierdziliśmy, że nie podoba nam się rezultat i zrobiliśmy to jeszcze raz. Jednakże opłacało się – sam usłyszysz na płycie.

Andrew, zająłeś się produkcją całej płyty czy tylko wokali?

Andrew: Tylko głosu. Zdecydowaliśmy się na to, bo po prostu wiem jak to zrobić. Nie chodzi jedynie o sferę techniczną, ale również o to, aby głos był łącznikiem pomiędzy wszystkimi utworami. Był to ważny element, bo style na nowej płycie są odmienne od siebie. Są utwory ostrzejsze, nisko brzmiące i mroczne, a czasem jest bardziej lirycznie. Wokal jest jednak główną ich częścią, więc poświęciliśmy rok, aby dzięki partiom głosu album stał się jednym, złożonym konceptem.

Ponieważ płytę otrzymałem na dzień przed przyjazdem do Warszawy, nie miałem jeszcze okazji jej przesłuchać. Zapytam się zatem sztampowo – jak byście porównali debiutancki album z nowym „The Angelic Performance”?

Dominika: Pierwszy album jest znacznie prostszy. Opierał się na założeniu – hej, nagrajmy to co możemy w danej chwili. Spędziliśmy lato w studio i w około 2 miesiące nagraliśmy utwory na pierwszą płytę. Była nieskomplikowana i bardziej spontaniczna. Druga płyta jest znacznie bardziej kompleksowa. Ujęte zostały tutaj różne przemyślenia i emocje, które są raczej mroczne.

Andrew: Straszne i przeraźliwe.

Dominika: Tak, Andrew uważa, że są straszne.

Andrew: Zawartych w jest tutaj też wiele skrótów myślowych, które czynią całość jeszcze bardziej mroczną, chociaż nie zawsze mi się to podoba.

Kto zatem pisze teksty i co w nich można znaleźć?

Dominika: Ja jestem autorem tekstów. Inspirowała mnie między innymi twórczość T.S. Eliota, poety, który pisał też różnego rodzaju eseje, przedstawiających różne sceny i obrazy. Niektóre teksty z drugiej płyty są oparte na jego stylu. Pozostałe teksty napisane są z osobistych doświadczeń, wewnętrznych przemyśleń. Zazwyczaj zaczynam od dźwięków, melodii – staram się odnaleźć emocje jakie są w nich ukryte, układam linie głosu i dopiero dopisuje słowa.

Warto wspomnieć o utworze, który zagraliście z Siergiejem, Waszym managerem, który dodatkowo zagrał na akustycznej gitarze. Skąd pomysł na niego?

Andrew: Pierwszy raz kiedy usłyszałem ten pomysł w studio – spodobał mi się, ale niezbyt lubiłem to jak brzmiała gitara. Nie była ona dość czytelna i przez to trudno współgrała z wokalem. Zaproponowałem Dominice, abyśmy coś zmienili, właśnie może na gitarę akustyczną lub inną w ogóle partię, na przykład orientalnie brzmiącą. Zmieniliśmy zatem koncept w studio i według mnie tak brzmi znacznie lepiej.

Dominika: Jeśli chodzi o tour, to mamy szóstego członka zespołu – Sergieja. W ogóle poznaliśmy go około 2 miesiące temu – pojawił się z energetycznymi pomysłami i chciał nam pomóc. Powiedział – będę Waszym managerem, jak trzeba gitarzystą lub basistą :) Kiedy ruszaliśmy na trasę mieliśmy pewne obawy odnośnie akustycznej gitary, więc zdecydowaliśmy się, aby Siergiej zagrał z nami. On jest szczęśliwy z tego powodu i my też :) A poza tym jest świetnym managerem.

Zanim się spotkaliśmy otrzymałem jeden utwór o tytule „Ash Wednesday” poprzez Annę Perkovę, która pomaga Wam w promocji. Jest on w odmiennym dla Was klimacie – bardziej ambientowym, pełnym drone’owych dźwieków. Z tego co wiem, utwór nie znalazł się na płycie.

Dominika: To w zasadzie jest utwór, który nagraliśmy już na trzeci album. Wersja, którą słyszałeś nie posiada jeszcze wokali. Jednak za wcześnie, aby o tym mówić teraz.

Obecnie przed Wami jeszcze kilka koncertów na tour, a co potem? Jakie macie plany po powrocie do domu?

Dominika: Po powrocie mamy zaplanowany tour po Rosji jako headliner oraz kilka innych koncertów. Ponadto będziemy robić video-klip dla jednego z utworów. Zdjęcia zostały już zarejestrowane, jednak pozostał jeszcze montaż i edycja. Następnie czeka nas prezentacja i promocja nowego albumu, ale nie wiemy dokładnie kiedy to ma nastąpić. W lecie mamy zabookowane już kilka festiwali.

Nie czas zatem myśleć o nowym albumie?

Andrew: Myślimy o nim, jednakże nie było zbytnio czasu, aby odpowiednio się nim zająć. Dużo czasu zajęło nam przygotowanie do tour z Tarją. Do tego kończyliśmy drugi album, co zajęło również sporo czasu. Bardzo chcielibyśmy już nieco nagrać na nowy album, chociaż jego demo. Teraz będzie łatwiej, bo mamy swoje studio, więc możemy nagrywać kiedy mamy czas, problem w tym, że obecnie trudno o ten czas :)

Dominika: Tak jak Andrew powiedział przygotowanie do tour i naszego studio pochłonęło całe siły i skupienie. Jednak tour wkrótce się skończy, płyta wydana, studio gotowe – więc sami się zastanawiamy co dalej?

Jesteście chyba na pierwszym takim tour. Jak wrażenia z koncertowania razem z Tarją? Dużo się od nich uczycie?

Dominika: Tak, wcześniej graliśmy trasy trwające najwyżej tydzień. Poza tym na tak dalekiej trasie i to z takimi muzykami możesz nauczyć się wielu rzeczy – jak wygląda życie za sceną, jak inni muzycy przygotowują się do koncertu. Ponadto można podnieść swoje umiejętności na samej scenie, jak współpracować z publicznością, jak wpływać na rozbudzenie w nich energii, którą oni emanują z powrotem na ciebie.

Andrew: Będąc szczerym to, Tarja i zespół pomagają nam w wielu sprawach. Myślę, że to bardzo miłe z nich strony. Dla nas to świetne doświadczenie współpracować z ich managmentem oraz Tarją. Cała załoga jest bardzo profesjonalna, a koncerty ściągają bardzo otwartą publiczność. Zyskujemy na tym bardzo i jest to dla nas bardzo dobre doświadczenie. Myślę, że z innym zespołem mogłoby tak fajnie to wszystko nie wypaść.

Ostatnie pytanie – słyszałem, że studiujesz astrofizykę :)

Dominika: Już niestety nie. Studiowałam ten kierunek przez dwa lata, jednak musiałam wybrać pomiędzy muzyką, a astrofizyką. Nie miałam czasu na oba kierunki w życiu i zdecydowałam się skupić na muzyce. Fajnie byłoby zajmować się astronomią, jednak wolę być teraz tu – zagrać koncert, spotkać się z ludźmi po występie, etc. Dwa dni temu, po koncercie w Katowicach, mieliśmy wolne na trasie, spędziliśmy dzień gdzieś na wsi. Bez żadnych świateł miejskich było świetnie widać niebo, księżyc i gwiazdy. Jak popatrzyłam w górę, to pojawiła się myśl „dlaczego to rzuciłam?”, ale tak naprawdę nie chciałam bym wrócić i zmienić decyzji. Wciąż jest to ogromną inspiracją dla mnie ogólnie do życia.

Na koniec zapraszam na video z warszawskiego koncertu, utwór pochodzi z płyty, nad którą Crimson Blue obecnie pracują. Nagranie/postprodukcja: Frequency Institute.

Linki:
Crimson Blue @ WWW
Crimson Blue @ Facebook
My Kingdom Music @ WWW

Zdjęcia z koncertu: Julia Mikhileva

O autorze...

Alan O. Grinde

Alan O. Grinde

Animator i manager kultury. Rzecznik prasowy Fundacji Rozwoju Indywidualnego "Praca Moc Energia". Lektor i właściciel Studio Frequency Institute. Basista i programista w Epilepsy Injection Device oraz kilku innych projektach.