MUZYKA I KULTURA

Demian Johnston & Kevin Gan Yuen – Keep Your Hands

Materiał rozmieszczony jest na dwóch transmisjach, trwających w sumie niespełna 30 minut, co nadaje świadomość rozwiniętej zegarologii artystów, których znamy z działalności Great Falls (Demian Johnston) oraz Sutekh Hexen (Kevin Gan Yuen). EP wydana przez Debacle Records firmowana jest przez takie przymiotniki jak mroczny, czarny, agresywny. Nie sposób nie zgodzić się z faktem, że muzyka nasączona jest raczej ciemnym przekazem emocjonalnym. Jednakże na ten fakt wpływa kompletna monochromatyczność dźwięku, gdzie muzyczna scena jest przesłonięta unoszącym się pyłem, opiłkami metalu, zaciemniającymi ten muzyczny drone/ambientowy obraz.

W pierwszych minutach „Told Outloud Indoors” (pierwsza kompozycja) znajduje się więcej narkotycznych, psychodelicznych smaków, wyjących pustką przestrzeni. Muzyczne elementy tworzą ze sobą zębatą symbiozę – wszystkie z siebie wynikają, zatapiają się nawzajem okrywając falującym płaszczem dźwięku. Bliskośc czy brudna, w odcieniach szarości intymnośc dźwięku jest imitacją i cieniem tego, co powszechnie rozumie się pod tym pojęciem. To raczej indywidualny strumień muzycznych gestów, mowy ciała, emanacji stanu umysłu, który drga we własnym kanale rzeczywistości niechętnie integrując się ze słuchaczem. Utwór oprócz odurzających sampli, uderza głuchymi, zawodzącymi tonami, a gdzieś w tle rosną i rozpływają się świdrujące sprzężenia. Iluzję klarowności budują drgające, krótkie melodie, odbijające się pogłosem w postindustrialnych pętlach, które pozwalają się usłyszeć wyraźniej wraz z końcem kawałka.

W drugiej kompozycji słyszymy więcej muzyki konkretnej, pojawiają się metaliczne odłogsy jakiejś prostej konstrukcji, a płynne dźwięki sugerują jakiś prosty mechanizm związany ze studią. To co jeszcze chwilę temu drapało w muzyczny tle, wypływa na powierzchnię kompozycji nacierając trzeszczącym strumieniem, który pomimo hamowanych częstotliwości drapie uszy. Odgłosy padającego deszczu przenoszą nas z czasem w buczący, typowo drone’owy klimat, który z pewnością spodoba się nie tylko fanom Troum. Jednostajna kompozycja na koniec przechodzi osobliwe apogeum zwiększając zakres częstotliwości w jakich jest emitowana, a artyści czerpią bardziej obficie z palety field recordingu. Pokazuje to do jakiego stopnia związek paramuzyczny może ogarnąć swoista gorączka, wrzenie sonicznej treści. Muzyka jest kontrolowana przez twórców, zwłaszcza w zakresie szaleństwa z modulacjami, jednak jest to materiał z możliwościami rozwoju, stymulujący wizualizacje i ekspansję w głośnikach.