MUZYKA I KULTURA

Djinn – MindEvolution

Na ochronę przed złymi demonami dawano żelazo lub pierścienie ze złota i stali. Pomagają także amulety z wilczych kłów i wersetów z Koranu, które wypisano zielonym lub czerwonym atramentem. Czy Djinn jest złym czy dobrym duchem? Czy w ogóle możemy rozpatrywać go w takich kategoriach?Czy negatywnie można postrzegać wezwanie do rozwoju mentalnego, nawet poprzez destrukcje czy osamotnienie? Pomimo, że projekt Djinn już funkcjonuje na scenie od 10 lat, to jest to moje pierwsze spotkanie z jego dźwiękowymi treściami. „MindEvolution” to kolejne fascynujące zarówno w formie wizualnej jak i muzycznej wqydawnictwo Show Me Your Wounds. Przywiązanie do szaty graficznej, którą zdobi jakiś piwniczny korytarz lub może ujęty w jakimś opuszczonym biurowcu czy hotelu. Całość wydana na zgrabnym kartoniku ze strebrną farbą i oczywiście 3-calowym dyskiem, a sam artwork opracowany jestes przez Luisę z Aimaproject. Muzyka jest osadzona w narkotycznej matnii, umiejscowiona gdzieś na rozmytej opiatami krawędzi między szaleństwem a rzeczywistością.

Dźwięk sączy się powoli z głuchuch zakamarków umysłu, pulsujące buczenie, nieco industrialnych szelestów w tle oraz przesterowany kobiecy wokal tworzą lekko schorowaną wizję, koszmaru naładowanego psychodelicznymi środkami. Lekko kojarzy mi się z Lustmord „Purifying Fire”, nie mniej ten dźwięk ma bardziej schizofreniczną wymowę niż mroczną. Drugi utwór rozpoczyna się w podobny sposób – wolny, sunący się dźwięk na którym pojawia się krótki dialog, odpowiedzi na pytania kobiety opowiadającej o odrodzeniu się w Londynie w 1792 pewnej artystki. Niestety nie mam dostępu do sieci aby teraz poszperać za typ tropem, ani zapytać Vintrasa, który stoi za całym projektem Djinn. Dalej w „Disturbed Memory” w tle pojawiają się skrzypiące metaliczne elementy, niczym zardzewiałe hustawki lub fragmenty skorowaciałej konstrukcji chylącej się na wietrze. Powoduje to nikłe skojarzenia z Raison D’etre i „The Empty Hollow Unfolds”.

Nieco prymitywnie artykułowane buczenie to otwarcie „Primordial Instinct”. Utwór ten ma najbardziej rozłozystą strukturę. Aplikowanie danego medium jak wibrującego metalu, stalowego pomruku oraz eleketronicznego pulsowania, dla uzyskania określonego efektu psychicznego sprawdza się w pełni. Umysł przedziera się przez brudną, ciasną rurę kanalizacyjną, wyglądając co kilkanaście sekund poprzez kratkę ściekową jesteśmy świadkami abstrakcyjnych eksperymentów na żywym mięsie. Jak przez cały materiał pojawiają się przsterowane głosy co mi nieco daje skojarzeń z Atrax Morgue, jakkolwiek muzyka Djinn nie nosi w sobie śladów hałasu. „The Beginning Of The End” jest moją najbardziej preferowaną transmisją na tym materiale. Ponownie jesteśmy w ciemnych tunelach, może kanałach wentylacyjnych – wydaje się być tutaj więcej przestrzeni. Industrialne zgrzyty i szelesty przejmowane są w połowie kompozycji w pomrukliwy, niski klawisz budujący apokaliptyczny i nihilistyczny muzyczny krajobraz. Spokojnie czekamy aż sakralne liryki dokończą swój rytuał i ponownie oddajemy się uprzemysłowione muzyczne odpady. Gdzieś na koniec pojawia się zapewne konceptualne zapętlenie związane z płaczem, kwileniem dziecka. Dźwięk odchodzi, a gdy wytężałem słuch, emisja cichła, aby ostatecznie zniknąć.

Materiał spięty jest soniczną klamrą. „Body Is Unreal” jest podobny w swojej budowie do otwierającej kompozycji. Znajdujemy to nieco odmienny zestaw dźwieków, nie mniej kreujący nierealną, iluzoryczną atmosferę, transowo powtarzaną, aż do wygaśnięcia sygnału. Trudno odnieść się co całości twórczości Djinn na podstawie tych 20-minut i 5 utworów. Jeśli materiał miał być podsumowaniem 10 lat konstruowania dźwiękowych plam to zdecydowanie warto sięgnąć po wcześniejsze propozycje. Nie jest to też materiał, który pojawia się w absolutej obowiązkowej lekturze odbiorców czy to muzyki eksperymentalne czy ambientowej/industrialnej. Nie mniej gdyby takie emisje stanowiły szeroką formę kultury, odpowiednia dla każdego odbiorcy, nie uzyskiwałaby miana muzycznej alternatywy i zdecydowanie byłaby mnie pociagająca.

Przeczytaj także

Karnak Temples – The Din Of Light

Alan O. Grinde

Celer – Rags of Contentment

Alan O. Grinde

La Luna Del Este

Alan O. Grinde

Dźwięki Peryferyjne (podcast)

Alan O. Grinde

Luna Dopa – nowe uszy dla nowej muzyki

Alan O. Grinde

„Krzyk Ciszy” przeniesiony na Bandcamp

Alan O. Grinde