MUZYKA I KULTURA

Dźwięki w oddali – recenzja splitu Pollux/Razxca

Rosyjska wytwórnia Genetic Trance powstała w 2010 roku i skupia się wokół postmodernistycznej filozofii oraz niekomercyjnym podejściu do multimediów – w tym prowadzenia darmowego net-labelu. Split, o którym chcę dzisiaj napisać parę słów w necie krąży zaledwie parę dni – od 4 lutego. Muzyczna propozycja opiera się na trzech kompozycjach. Dwie z nich nagrał Pollux, natomiast zamykający utwór „Smth Bot There” należy do rosyjskiego Razxca. Na temat samego wydawnictwa mówi Arnaud Barbe stojący za pierwszym z projektów: „To był dla mnie zaszczyt znaleźć się na jednym wydawnictwie z Razxca. Jestem fanem jego muzyki od lat i jego twórczość miała spory wpływ na mnie, zwłaszcza kiedy rozpocząłem głębsze eksploracje z muzycznym eksperymentem. Odkryłem go przez Proc-Records w Stanach i od tamtej pory staram się śledzić jego dokonania. Kiedy rozpoczęliśmy rozmowy o tym splicie, to było coś ważnego dla mnie”.

Materiał promowany jest przez wytwórnię jako gatunkowo powiązany z drone, ambient oraz hałaśliwymi formami. Zaskoczyło mnie zatem, że materiał trwa jedynie 24 minuty. „Faktycznie jest krótki, jednak czasem takie materiały lubię. W zasadzie większość moich materiałów jest krótka i trwa krócej niż 30 minut„.


Nie opuść innych artykułów i programów
Zapisz się do comiesięcznego newslettera


Pollux pochodzący z Grenoble we Francji znam od jakiegoś czasu – jeszcze z okresu kiedy stosował sample z filmów porno w swojej muzyce. W ciągu ostatnich dwóch lat projekt, wciąż młodego, bo 25-letniego artysty, rozwinął się w kierunku dziwacznych plam ambientu oraz sięgając niejednokrotnie do brzmień lo-fi.

Materiał rozpoczyna się lekkim onirycznym zawirowaniem, w którym gdzieś w oddali znajdują się postprzemysłowe sample i lekko szumiące elementy. Pusty krajobraz, który pierwszy raz zamalował moją wyobraźnie dołączył do siebie etykietkę „prawdziwy”. Nietypowe to odczucia w hiperrealistycznym muzycznym świecie, jednak sama transmisja wydaje się impulsem. Okazało się, że nie pomyliłem się co do interpretacji emisji dźwięków Pollux. „Nagrywam w nieco gwałtowny sposób, starając się być szczerym jak tylko to możliwe, bez dołączania zewnętrznych refleksji. Nie pracuję miesiącami nad swoimi materiałami. Generalnie nagrywam od razu na żywo, starając się zarejestrować konkretny moment mojego życia”.

Jednym z wielu atrakcyjnych aspektów tego typu materiałów jest indywidualna możliwość interpretacji. Niezależnie od wyboru palety słownictwa, nasze mózgi indywidualnie filtrują dźwiękowy zbiornik jakim jest chociażby niniejszy split. Francuska część nie ma za wiele wspólnego z typowym industrialnym przekazem. Jest tu raczej mocny drone, ambientowe rozmycie i zaledwie garść intensywności w postaci quasi-przesterowanych sampli.

Druga kompozycja rozpoczyna się od metalicznego świstu i chociaż posiada zalążki noise, to wciąż utrzymuje się w konwencji plam drone. Niektórzy z was z pewnością przywiodą na myśl oryginalne prace Daniela Menche. Osobliwy efekt Dopplera dopada nas w połowie 6-minutowej kompozycji, kiedy wirujący wokół dźwięk, pulsując, zbliżając się powoli i nieustannie, w końcu przelatuje przez naszą głowę zostawiając monochromatyczne, rozrzucone ziarno przesteru oraz gniewu. Następnie odpływa gdzieś daleko w zamglony, szary krajobraz, pozostawiając scenę coraz bardziej zaciemnioną, wyciszoną.

Obie kompozycje Pollux, choć odmienne w wymowie, tworzą ze sobą spójną całość. „Czasem trudno jest o tym mówić. Myślę, że zawsze nagrywam formę improwizacji. Nie mam wcześniej zaplanowanego materiału, po prostu pozwalam emocjom przepłynąć z mózgu do moich rąk. Skłamałbym mówiąc, że jest to kompletna improwizacja, gdyż niekiedy przerabiam niektóre ze swoich prac, tak aby w lepszy sposób odzwierciedlały to co chciałem przekazać. Wiem, że brzmi to nieco sprzecznie, ale trudno mi mówić o tym w jaki sposób nagrywam”.

„Mój proces tworzenia jest naprawdę prosty. Zazwyczaj czuje nagły impuls, coś w stylu przypływu adrenaliny, popychającego mnie, aby coś nagrał właśnie teraz. Pozwalam wówczas dominować emocjom i wciskam record. Wciąż jeszcze używam sampli, jednak większość moich inspiracji pochodzi z tego co słyszę na co dzień. Dostaje wiele materiałów demo do swojej wytwórni Sirona Records i nawet kiedy mam twórcze zaćmienie wiem, że ono przeminie. Moje inspiracje pochodzą głównie od innych wytwórni oraz artystów jak Graffiti Mechanism, RedSK, Swin Deorin, Toxic Chicken, Flat Affect, The Merricks, Consistency Nature i tak dalej. To bardzo długa lista. Oczywiście wiele inspiracji pochodzi z codziennego życia, tego co przeżywam w pracy, w domu, poza domem z przyjaciółmi, bez nich, dosłownie zewsząd”, kontynuuje Arnaud.

Nie uda się jednak łatwo poznać mocy malowania dźwiękiem Pollux na żywo. Pomimo że artysta zagrał jeden koncert, który odbył się w starym kościele w Holandii i otrzymał dobre recenzje, to jak sam przyznaje jest nieśmiałą osobą i nie jest to kierunek, który go zbytnio pociąga. „Nie chce też wychodzić do ludzi z komputerem, nacisnąć play i czekać. Uważam, że koncert to osobliwy moment kreacji, który dzieli się z publicznością. Być może w tym roku zorganizuję jeszcze jakiś koncert. Moim marzeniem jest jednak polecieć do Stanów ma mały mini-tour, w którym wzięli by udział przyjaciele których tam mam. Takie występy koniecznie musiałyby być połączeniem video i dźwięku. Jeśli zdobędę więcej doświadczenia w koncertach, pewnie pójdę w tym kierunku”.

Warto w tym momencie zwrócić uwagę na dość pokaźną liczbę materiałów video do jego kompozycji. Wiele z nich są to nieregularne kleksy obrazu, okraszone kalejdoskopowymi fragmentami, żyjącymi niczym barwne organizmy pod mikroskopem. „Dla mnie video to jakby rozszerzenie danego kawałka. Uwielbiam sam na nowo je odkrywać i lubię swój sposób interpretacji. To coś w stylu – jak ja to widzę”. Głównym autorem obrazów jest sam Arnaud, chociaż część z tych prac tworzona jest przez zaprzyjaźnionych artystów.

Po mniej więcej 13 minutach złożonych ze wspomnianych kompozycji o tytułach „Negative+” oraz „Dead Orchid”, nastaje czas na finalny track tego materiału – „Smth Bot There” autorstwa Razxca. Projekt bardzo tajemniczy, aczkolwiek działający już w latach 90. Transmisja tych dźwięków to już bardziej industrialna, nieco noise’owa forma. Na strukturę tej kompozycji składa się drgająca pętla, której odchylenia w modulacji i amplitudzie, tworząc nieco radiowy, „popsuty” feeling. Nieco zardzewiałą transmisję zamieszkuje szereg szeleszczących, dodatkowych bytów, które pojawiają się nieregularnie i szybko zanikają dając miejsce kolejnemu, metalicznemu brzmieniu. Pomimo że chciałem użyć odniesienia do osobliwego muzycznego pluralizmu ontologicznego, to większość z tych dźwięków da się jednak sprowadzić do wspólnego – przemysłowego – mianownika. Utwór posiada też znamiona transu, aczkolwiek chwiejąca się główna pętla nie pozwala nam w całości poddać się solidnej fabrycznej hipnozie.

To już prawie 600 numer katalogowy w Genetic Trance i kolejny z dobrym echem, wg mnie. Splitu słucha się bez zgryźliwości, a raczej z poczuciem chęci penetracji tych muzycznych wizji. Jego krótki czas trwania można przekuć w pozytywny aspekt i wrócić do płyty kilkukrotnie. Najpierw jednak zachęcam was do pierwszego muzycznego posiedzenia z tym wydawnictwem.

Link:
Genetic Trance


Podobał Ci się artykuł? Wspieraj nas poprzez ubezpieczenia od IdeaFairPlay!

Idea Fair Play

Przeczytaj także

Luna Dopa – nowe uszy dla nowej muzyki

Alan O. Grinde

Cages – Folding Space

Alan O. Grinde

Dźwięki Peryferyjne #5

Alan O. Grinde

Larkian & Yellow6 – Offtempo

Alan O. Grinde

XIII Wrocław Industrial Festiwal

Alan O. Grinde

Dźwięki Peryferyjne #3

Red Group TV