Fundacja Praca Moc Energia
MUZYKA I KULTURA Wyróżnione

Kolekcja. Całkiem światowa i całkiem blisko mnie wystawa malarstwa współczesnego

O tym, czy ważne, kto największym artystą jest. O tym, co działo się w światowym malarstwie od II wojny światowej. O tym, co zrobić, gdy obraz się nie mieści. I o tym, dlaczego powstają kolekcje. Wszystko w jednym miejscu – OP ENHEIM.

Moi Drodzy Kulturożercy! Otrzymałam zaproszenie do obejrzenia prywatnej kolekcji. Hmm, zabrzmiało mi ekskluzywnie. Dokąd? Zabytkowa kamienica  przy Placu Solnym 4 od roku gości Fundację OP ENHEIM, a Fundacja ta przedstawia nam, to z czego jest dumna – wybór dział z kolekcji swojej i ABIS (1980-2016).

Wystawa została otwarta 11 października 2019 r. Przyznam, że wybór prac intrygujący, pełen zaskoczeń i piękna. Wybrane z kolekcji obrazy, pod nazwą Die Sammlung___, ustawione zostały w dziejowej kolejności ich wyrazu. Spotkamy tu duże formaty wybitnych artystów i artystek, których nazwiska szumnie prezentują się na plakacie. Sprawdźcie sami, na kogo możecie liczyć, odwiedzając to miejsce – nie będę powielać danych z ulotek o wystawie. Jednak, mimo tak wspaniałego garnituru autorów i autorek, na wystawie nie podpisano ich prac. Byłam mile dowartościowana tym gestem, ponieważ wydało mi się, że to ode mnie zależy, kto tu jest headlinerem, a kto supportem. To ja wybierałam uznane (przeze mnie) wielkie dzieła. Zapraszam, warto ułożyć sobie własną drogę.

Ułożenie obiektów wystawy i ułożenie pomieszczeń, ich podział na starą i nową część budynku, daje wiele możliwości i ścieżek zwiedzania. Mnie na wycieczkę w sztukę zabrała kuratorka wystawy, a zarazem Dyrektor Programowy Fundacji OP ENHEIM, Kama Wróbel. Na Was też czekają osoby opiekujące się wystawą, które wprowadzą Was w przekaz i udzielą wszelkich odpowiedzi.

Co ciekawe, osoby, które spotkałam na wystawie, od razu typowały swoich faworytów lub kandydatów na faworytów. To takie nieustępliwe poczucie, że mam wybór, spotkało mnie również. Ale zanim Wam opiszę, co mi w duszy zagrało, chciałabym przedstawić zamysł kuratorki. Prezentowany wybór ma obrazować odciski piętna czy inspiracji wywodzących się ze zmieniającej się rzeczywistości drugiej połowy XX wieku Europie i Ameryce. „Jest to opowieść o rozwoju, wielopłaszczyznowości, a także różnorodności sztuki światowej drugiej połowy XX wieku – w szczególności zaś sztuki niemieckiej, polskiej i amerykańskiej”, czytamy w notce o wystawie. Tak, można to tak odczytać. Pop-art, rehabilitacja wątków wojennych, nurty, oryginalne języki artystyczne, nawiązania i bunty czy wreszcie czysta współczesność. Wystawa Die Sammlung___ ma być symboliczną opowieścią o zmianach.

„Inicjatywa wynikała z samej kolekcji, z faktu jej posiadania” – przyznaje Agnieszka Smutek, odpowiedzialna za promocję w Fundacji OP ENHEIM. „Mamy co pokazać i chcemy to pokazywać. Ta kolekcja jest po to, by móc ją zobaczyć. Chcemy rozpropagować tę wystawę, by móc wprowadzić widzów w te punkty zwrotne i historie, które stoją za poszczególnymi pracami. Wydaje mi się, że jest to okazja, by wejść w naprawdę fascynującą historię i przy okazji historię sztuki”.

O problemach w procesie scenografii wystawy Daria Pietryka (architektka i malarka, w tym przypadku scenografka) mówi: „Banalne. Największy problem był z tym, że prace w kolekcji są najczęściej olbrzymich rozmiarów. Staraliśmy się przenosić prace klatka schodową, jednak to się nie powiodło. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na bardziej wysoko budżetowe rozwiązanie i skorzystaliśmy z dźwigu”. Pojazd a zarazem maszyna ta pojawiła się w patio budynku i miała za zadanie, przez wewnętrzne okno, zdemontowane na czas przygotowania wystawy, delikatnie wprowadzić największe formaty do wnętrza galerii. Czy można będzie brać udział w demontażu wystawy? Ciekawe!

Jak powstawała wizualna koncepcja wystawy opowiada dalej Daria: „Proces zaczyna się od opowieści. Poprosiłam Kuratorkę wystawy, żeby najpierw opowiedziała mi historię o tym, co chciała przekazać tą wystawą. Na podstawie jej historii starałam się najpierw zwizualizować te przestrzenie, potem to, jak miałyby być porozmieszczane prace. W efekcie każde pomieszczenie niesie ze sobą inną opowieść, w związku z czym bardzo się cieszę, że udało nam się czytelnie zorganizować tę, de’facto, małą przestrzeń”.

„Ze światłem nie można przesadzić”, kontynuuje Daria „Ono powinno być raczej subtelne i dobrze oddawać kolory. To nie może być pierwsza lepsza lampka. My chcieliśmy subtelnie pokazać wątki, jak na przykład Wróblewskiego. To jest bardzo mała praca, ale ona przepięknie wygląda w tym ostatnim pomieszczeniu, ponieważ jest ono bardzo wyciemnione. Tam światło jest naprawdę idealne, ale w kontrze do innych pomieszczeń praca ta niemalże błyszczy. Podobnie Sasnal, który jest jeszcze dodatkowo umieszczony we wnęce”. To pomieszczenie jest żartobliwie nazywane przez tubylców kapliczką czy pustelnią. Rzeczywiście, można tam osiągnąć swoje wyciszenie. Znalazła się tam ławka. Można tam usiąść, popatrzeć przez okno i zobaczyć obraz po przeciwnej stronie. Można obrócić głowę i popatrzeć na obraz Sasnala, obrócić się i popatrzeć na obraz Wróblewskiego. “To jest bardzo wyciszające miejsce dla mnie. Ja tam uwielbiam siadać” – przyznaje Daria.

Również Agnieszka Smutek wyróżnia to miejsce.

Kiedy patrzy się z tamtego miejsca na starą część budynku, to idealnie widać w oknie kapliczki obraz Iny Gerken, tak jakby była ona powieszona w tym oknie. To są takie małe rzeczy, które lubię w tej wystawie

Agnieszka Smutek

Daria Partyka przyszła z wystawę z 6-miesięczna córką, Gają. Podzieliła się ze mną spostrzeżeniami na temat odwiedzania galerii ze swoim dzieckiem. „To zależy od jej nastroju, tym przede wszystkim muszę się kierować. Myślę, że od wczesnych lat trzeba zaczynać: chodzić z dziećmi na wystawy, nie zamykać się w domu, nawet gdy mają kilka miesięcy. Wydaje mi się, że to jest bardzo ważne żeby obcować ze sztuką! Każda istota od wczesnych lat może nią nasiąkać, wykształcać w sobie wrażliwość, bo później trudniej jest namówić publiczność do tego, żeby przychodziła. Nie bała się. Myślę że nie powinno się myśleć o sztuce jako o czymś co jest wyłącznie ekskluzywne, bo sztuka jest dla każdego. Jeśli nie można jej kupić, można po prostu na nią popatrzeć, zamyślić się, zinterpretować czy pomedytować…”.

„Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Moje dziecko świetnie czuje się w chuście, lubi się przytulać. Nie lubi się zatrzymywać. Przed każdą pracą trzeba coś jej opowiedzieć”, dzieli się swoimi spostrzeżeniami Daria.

Kama Wróbel, kuratorka, przeszła razem ze mną przez opowieść tej wystawy. Była podekscytowana faktem, że wszyscy prezentowani artyści znajdują się w kolekcjach takich jak Tate, Guggenheim, MoMA. „Mogłam pracować z pracami artystów, o których się uczyłam” – przyznaje.

Prywatna kolekcja to dla mnie inny świat od tego, który widzę na co dzień w miejskich i państwowych instytucjach kultury. Kojarzy się z inwestowaniem nadmiarowych pieniędzy i zamykaniem zakupionych dzieł tylko dla oka właściciela. W przypadku OP ENHEIM wydaje się być inaczej. “Traktowanie dzieł sztuki tylko jako lokaty kapitału, według nas zubaża kolekcjonowanie. Trzeba mieć więź z obrazem, chcieć nabyć go do kolekcji,  żeby ona była żywa i nie była tylko skarbonką, czy długoterminową lokatą kapitału. Bo można dużo z tej przyjemności stracić, a sztuka jest przyjemnością według nas” – z przekonaniem zapewnia Kama.

Jak w każdej kolekcji prywatnej prace dobierane są według gustu i typu właścicielki. Jak to wygląda? Kama objaśnia: “Oprócz tego, że wybieramy ciekawe postawy, to też mamy założenie, że nabywamy do kolekcji większość prac, które są pokazywane na wystawach w OP ENHEIMIE, bo to też nadaje kierunek zbioru”.

Dlaczego powstaje ta kolekcja i jak widzą swoją rolę w kulturze i sztuce jej właściciele? “Obserwując to, co się dzieje w kolekcjach narodowych, obserwując to, że sztuka współczesna przestaje mieć charakter obiektywny, przez różnego rodzaju władze, to mamy wrażenie, że tylko w kolekcjach prywatnych rozwój sztuki może brzmieć w taki sposób, jaki ma brzmieć, czyli w żaden sposób nie będąc cenzurowaną”, kontynuuje Kama. „Głęboko w nas jest zakorzeniona myśl, że to dzięki kulturze, sztuce mogą przetrwać narody, nawet bez jakiejkolwiek państwowości, ale to kultura i sztuka konstytuuje nas ludzi jako grupę społeczną, dzięki której czujemy się razem. To jest przesłanie tej wystawy”.

Dokładając do tego otwarcie na dialog z odbiorcą, nastawienie na jego potrzeby głębszego wymiaru sztuki, otrzymujemy bardzo ciekawą propozycję kulturalną. Ja będę wracać. Sprawdźcie, czy Wy też tam przyjdziecie ponownie 🙂 Wystawa wisi do końca roku, ale nie zwlekajcie z odwiedzinami, bo pod koniec roku zawsze wszystko przyspiesza, a to wydarzenie kulturalne najlepiej smakować powoli.

A obiecany ranking ulubieńców naszych rozmówców, bo – przyznajcie w głębi duszy –  przed 3, 5 czy 10 “naj” zawsze z ciekawością przystaniemy…

Kama Wróbel (w kolejności występowania):
Wszystko mnie interesuje. Najbardziej intrygujące jest dla mnie wczytywanie się w sens smutku: te postawy, działania artystów polskich, rehabilitacyjne tematy, obraz Kiefera. Marie-Jo Lafontaine – najbardziej mnie zaskoczył nawiązaniami do Wagnera i holokaustu. Poza tym: Wróblewski, Sasnal, Assig…

Agnieszka Smutek:
Robert Rauschenberg – jest pracą mocno wibrującą w moim przekonaniu. Przykuwa uwagę swoim gabarytem i użytą techniką oraz elementem dodatkowym – krzesłem. Gdy go zobaczyłam, to od razu się zastanawiałam nad jego sensem. Zanim do nas przyjechał widziałam zdjęcie, na którym nie było widać jego gabarytu.

Wim Wenders –bardzo lubię fotografię. Ta jest niepokojąca, mocno za mgłą.

Martin Assig, bo jest to praca, która przyciąga i wciąga poprzez kompozycję, która dodatkowo podkreślona jest przez przeszklenia w budynku.

Daria Pietryka:
Sasnal i Wróblewski w kapliczce, ale i praca Assiga czy prace Rogalskiego – widząc je wcześniej na zdjęciach zachodziłam w głowę, w jaki sposób zostały namalowane.

Ja:
Zbigniew Rogalski – zawiesił mnie kompletnie – za spojrzenie.

* * *

Na koniec zapewniam: Warto śledzić profil Facebook OP ENHEIM – choć uważajcie, aby w tym medium bezwiednie nie utonąć. Strony www nie polecam, tam nie zawsze jest wszystko aktualne, poza tym technicznie kuleje. Przede wszystkim nie pomińcie informacji o oprowadzaniach kuratorskich. Zostaną jeszcze zorganizowane w dniach 13 listopada i 11 grudnia br. o godzinie 18.00.

Jeszcze nie mogę się pogodzić, że opisywana dla Was wystawa jest tylko czasowa, a już OP ENHEIM zapowiada od stycznia wystawę postaci płynącego świata, z pracami Asana Fujikawy i Davida Hockney. Na pierwszy rzut oka prace są niepokojące, ale – podobno – im więcej tym ciekawiej. Wystawa otwiera się najpierw w Muzeum Georga Kolbego w Berlinie.

Bywajcie, Bawcie się i Odczuwajcie, Moi Drodzy Kulturożercy!


Nie opuść innych artykułów i programów
Zapisz się do comiesięcznego newslettera


Przeczytaj także

Wrocław – Kultura Nieznana #7: Wycinki w termosie

ENERGIA CITY TV

Generatory mocy uruchomione – start projektu TERAWAT

Alan O. Grinde

Wrocław – Kultura Nieznana #3: Wystawa Zenity

ENERGIA CITY TV

Wrocław: Kultura Nieznana #1 – Galeria DNA (odcinek pilotażowy)

ENERGIA CITY TV

Osiedle trochę zapomniane przez kulturę

Alan O. Grinde

Szkoła językowa on-line – kursy nowej generacji

Autor Zewntętrzny