NAUKA I ASTRONOMIA

Poznać wroga: miliony kosmicznych kamieni, które musimy znaleźć pierwsi

W zeszłym tygodniu podniosła się dyskusja na temat ogromnego wzrostu szybkości, z jaką odkrywamy kolejne asteroidy. Takie informacje mogą pomóc nam uporać się z zagrożeniem, jakie mogą one stanowić, pewnego dnia dla naszej planety.

Większość osób słyszała na temat prehistorycznych zderzeń, które są obwiniane za masowe wyginięcie na Ziemi. Co 10 milionów lat, jeden z obiektów bliskich Ziemi, którego średnica jest mierzona w kilometrach – asteroida lub być może nawet kometa – uderzają w naszą planetę i są powodem światowej katastrofy. Tak masywne zderzenia są mało prawdopodobne za naszego życia, jednakże, tak na prawdę mogą się zdarzyć wkrótce. Na obecną chwilę astronomowie odkryli około 95 procent asteroid, których szerokość jest większa niż 1 kilometr i które przecinają naszą orbitę.

Nie ma co jednak ukrywać, że Ziemia jest swojego rodzaju tarczą strzelniczą, w którą uderza dość sporo mniejszych obiektów. Małych wydarzeń tego typu jest znacznie więcej, jednakże są mniej udokumentowane, a także badania nad nimi i poszukiwania są znacznie gorzej finansowane. Powodują one najwyżej regionalne czy „jedynie” lokalne zniszczenia. Ciało posiadające około 300 metrów szerokości, które spadłoby do Atlantyku, mogłoby spowodować tsunami, które zdewastowałoby wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych oraz znaczną część Europy.

Jeszcze mniejsze wydarzenia tego typu są znacznie częstsze. Chociaż odnośnie katastrofy tunguskiej istnieją różne teorie (patrz w e-kino: Nicola Tesla – Gospodarz Świata), to jedna z oficjalnych wersji mówi o obiekcie wielkości dziesiątek metrów, który uderzył w Syberię w 1908 roku. Energia wyzwolona podczas tego zderzenia była odpowiednikiem wybuchu nuklearnej bomby o sile 10 megaton. Spłaszczonych zostało ponad 2000 kilometrów kwadratowych lasów, jednak gdyby miało to miejsce w urbanistycznym otoczeniu – spowodowałoby miliony ofiar. Obiektów podobnych rozmiarów pojawia się blisko orbity naszej planety aż około miliona. Zidentyfikowanych i obserwowanych jest jedynie 1 procent z nich, zatem opcja podobnego zdarzenia jest jak najbardziej możliwa.

Organizacje takie jak Fundacja B612 z siedzibą w kalifornijskim Menlo Park starają się podjąć wyzwanie dotyczące wyżej przedstawionej kwestii. Warto nadmienić, że nazwa organizacji pochodzi od asteroidy, która pojawia się w opowiadaniu „Mały Książę”. Planują oni stworzyć sondę o nazwie Sentinel, która krążyłaby wokół Słońca, a na pokładzie której znajdowałby się teleskop pracujący w podczerwieni. Dzięki niemu można by wykrywać asteroidy, które potencjalnie mogłyby uderzyć w Ziemie, a których wielkość przekraczałaby już 50 metrów szerokości. Śledzenie ich orbit byłoby na tyle precyzyjne, że bylibyśmy w stanie zidentyfikować zagrożenie kilka lat przed jego wydarzeniem. Mając możliwość przewidzenia uderzenia można byłoby ewakuować najbardziej narażone i zagrożone obszary.

Dobrą wiadomością jest fakt, że na bieżąco rozwijana jest technologia, która może nas ochronić przed takim zdarzeniem. Nie byłoby to nic w stylu filmu „Armageddon” i wysadzeniu asteroidy bombą nuklearną. W zasadzie tego typu zabieg rozszarpałby asteroidę czy kometę na kawałki, tworząc tysiące czy miliony fragmentów, których orbit nie można by w żaden sposób przewidzieć. Tak ogromny zestaw odłamków mógłby w sumie spowodować jeszcze większe zniszczenia na naszej planecie.

Tak naprawdę wystarczy jedynie lekkie „trącenie” obiektu, w celu zmniejszenia jego prędkości, dzięki czemu przeciąłby on naszą orbitę wcześniej lub później w stosunku do kursu i czasu wyliczonej wcześniej kolizji. Taka operacja mogłaby zostać wykonana za pomocą uderzenia pocisku o obiekt lub za pomocą pomysłowego holu grawitacyjnego (ang. gravity tractor – GT), opracowanego przez Eda Lu – astrofizyka i byłego astronautę, który wiedzie prym w tworzeniu projektu Sentinel.

Zderzenie z asteroidą nie jest jednak najgorszym ryzykiem stojącym przed nami – znacznie gorsze są zagrożenia tworzone przez samych ludzi. Jednakże odmiennie też od naturalnych zagrożeń – wliczając w to wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi czy ekstremalne warunki pogodowe – jest to jedno z zagrożeń, które możemy przewidzieć znacznie wcześniej.

Jeśli policzylibyśmy składkę ubezpieczeniową, w tradycyjny sposób – poprzez mnożenie szansy na wystąpienie zdarzenia przez koszty jego konsekwencji – okazałoby się, że bardziej opłaca się zainwestować miliony dolarów rocznie, aby zminimalizować ryzyko zderzenia się z innym obiektem kosmicznym. Wobec takiej sytuacji Astronom Królewski z Wielkiej Brytanii, a także sponsor Projektu Sentinel i Fundacji B612 – Martin Rees – rozpoczął kampanię mającą na celu podniesienie środków na odkrywanie kolejnych obiektów bliskich Ziemi, jednocześnie mając na celu zwiększenie finansowania ważnych działań, takich jak projekt Sentinel.

Jednym z efektów działań na rzecz ochrony Ziemi przed zderzeniami z asteroidami czy kometami jest dokument o nazwie 100x Asteroid Declaration, który został zaprezentowany wspólnie przez London Science Museum oraz California Academy of Sciences w San Francisco. Dzięki niemu pojawia się również nowy punkt w kalendarzu, mianowicie Asteroid Awareness Day. Będziemy go obchodzić 30 czerwca już najbliższego roku. Data jest związana z rocznicą katastrofy tunguskiej.

Źródło: New Scientist, B612 Foundation, Asteroid Day, Martin Rees

Przeczytaj także

Pierwsze kosmiczne przyłożenie

Alan O. Grinde

Śmierć komety złapana okiem kamer

Alan O. Grinde

Polska w kosmosie wczoraj, dziś, jutro (konferencja)

Alan O. Grinde

Życie na Ziemi pochodzi nie z tego świata?

Alan O. Grinde

Ujeżdżanie asteroidy Ryugu

Alan O. Grinde

Umierająca asteroida bestią o sześciu ogonach

Alan O. Grinde