MUZYKA I KULTURA

Uzależnienie od muzycznego rytuału

Prace muzyczne, o których chcę napisać dzisiaj parę słów, nie da się przedstawić jedynie w kategoriach powierzchownej przyjemności zmysłowej. Sprawa dotyczy w zasadzie czterech projektów, wszystkie obracające się wokół muzyki ambientowej, a łączy je ta sama kreatorka – Viktoria Mengele, tworząca w małej miejscowości Pskov w Rosji, niedaleko granicy z Łotwą. Zastanawiał mnie fakt, czy jest sens prowadzić cztery odmienne kreacje, skoro każda z nich w takim czy innym stopniu umazana jest ambientową i drone’ową gliną. Poprosiłem o wyjaśnienie i przybliżenie tych projektów samą zainteresowaną. Okazuje się, że za każdym z nich stoi specyficzna filozofia i wizja. Jednak po kolei – najważniejszym wydawał się być Pentadrvg, który powstał w 2008 roku. „Były to pierwsze kroki nie tylko w muzyce, ale również wykraczające poza określone ramy. Chociaż było to połączenie noise i ambient, to często nie różnił się od innych standardowych projektów. Dopiero z czasem udało się odnaleźć własną formę oraz wyrazić określoną ideologię. W przeszłości nagrałam z tym projektem sporo materiałów demo, jednak większość z nich nie ujrzała światła. Obecnie pracuje nad poprawieniem ich i wydaniem”.  Pentadrvg to jednak rozdział zamknięty i żadne nowe wydawnictwa nie zostaną już nagrane pod tym szyldem.

Kolejny rozdział Abstinentiadivinorum nawiązuje do łacińskiego słowa oznaczającego w wolnym tłumaczeniu wyrzeczenie się życia w świecie doczesnym w imię wyższej (doskonalszej) wiedzy. „Koncept na ten projekt pojawił się wraz z potrzebą dowiedzenia się, co leży w naturze otaczających nas rzeczy, poznania esencji życia. Nie pasowało to w moje dotychczasowe muzyczne projekty, więc nowe pomysły i myśli zrodziły nowy kierunek w tworzeniu dźwięku. Tematem jest próba ucieczki z tego świata przez jego substancje, a więc wyobraź sobie całe miasta jako małe, jednolite kamyki, albo cyfrowe, a jednocześnie betonowe lasy…”.

Moim faworytem jest trzecia z odsłon, mianowicie Ritval Addict. Ponownie nawiązuje on do filozoficznej, arystotelesowskiej substancji, jednak koncept mnie nieco zaskoczył. „Projekt jest próbą stworzenia rodzaju muzyki, w którym będę przypominać sobie odczucia jakie powstały w wyniku użycia psychodelicznych substancji oraz rozproszenia później ich działania. Zachęcam do używania słuchawek do poznawania tej muzyki – połóżcie się w ciemnym pokoju, zrelaksowani, jedynie w celu poznania źródeł i esencji danych kompozycji. To mój wewnętrzny lot, muzyka do wewnątrz”.

No i na koniec mamy Azylvm, który odnosi się do opuszczonego szpitala dla umysłowo chorych. Z tym projektem nie ma jeszcze zbytnich osiągnięć, więc pominę jego opis. Inspiracją dla wszystkich swoich muzycznych przejawów jest przede wszystkim urbanizm. Cywilizowany świat zmiękcza natomiast poezja Heyma czy Baudelaire’a.

Spotkałem się z dwoma materiałami związanymi z projektami Viktorii. Oba z nich wydane zostały przez amerykańską Glossolalia Records, związaną nie tylko z muzyką ambientową, ale nawet i metalową. To również moje pierwsze zetknięcie z tym labelem, ale artystka ma o nich dobre zdanie. „To dobra wytwórnia. Pracowało mi się z nimi bardzo dobrze. To świetne miejsce, aby publikować swoje materiały i otrzymywać recenzje. Wielkie podziękowania dla Kennetha Parkera”.

Kiedy wszedłem w pierwsze dźwięki, a w zasadzie w pierwszy ułamek sekundy związany z pierwszym materiałem, który nadesłała mi Viktoria, to myślałem, że mi łeb urwie. Nastrojony, po cichu, podkręciłem głośność, a tu nagle naskoczyła na mnie chropowata nawałnica dźwięków, wściekły, ścianowy noise! Okazało się szybko, że to wydawnictwo split z amerykańskim Willowbrook. Konkretna twarda jazda przez ponad pół godziny to było interesujące wyzwanie. Szare, bezkompromisowe rzucanie częstotliwościami wychodzi im całkiem sprawnie, aczkolwiek nie pozostawili po sobie chęci powrócenia do ich świata ponownie.

„Less” to właściwa kompozycja związana z Ritval Addict. Dwadzieścia minut syczącego, bardzo spogłosowanego ambient. Esencję tej kompozycji stanowi szumiący ton, którego pogłosy dodają dużo środkowych tonów, przez co mamy wrażenie przeciskania się w jakiejś metalowej tubie. Co chwila pojawiają się przesycone pogłosami bardziej chropowate, cięższe tony, tworzące niejako pseudostruktury. Takie puchnięcie z użyciem reverbu i delay’a oraz wprowadzanie nowych fraz z linią utworu, kojarzy mi się z niektórymi występami Raison D’etre (jak chociażby koncertowy „The Luminous Experience”). W muzyce zawarte jest sporo niepokoju, obojętnych dźwięków, które manifestują swoje istnienie, a ich długie tony, powracające frazy potęgują wrażenie pustki, a także śmierci organiczności. Muzyka żyje swoim własnym, wyzutym z ludzkiego ciepła bytem. Ritval Addict zaprezentował tutaj dobry, wnikliwy ambient/drone, którego ewentualna narkotyczność zmienia sposób postrzegania obrazów namalowanych dźwiękiem. W pozbawionych życia strukturach przesuwa się metalicznie nasycony dźwięk, pozwalając nam jedynie obserwować ten wykreowany świat, ale nie wkraczać do niego. Osobliwe wydawnictwo, szczególnie w wykonaniu Ritval Addict.

Drugim wydawnictwem, z jakim się zetknąłem to również forma splitu, tym razem 3-way. Materiał składa się z trzech różnych ekspresji na temat utworu „Alice”. Co należy nadmienić to fakt, że udział w tym wydawnictwie wzięły trzy projekty kierowane przez Viktorię – Pentadrvg, Abstinentiadivinorum oraz Ritval Addict. „Utwór ten oryginalnie został przygotowany przez Pentadrvg. Założenie było takie, aby przygotować remiksy tej kompozycji – takie inne spojrzenie na pojedynczy kawałek. Dla mnie ten pomysł wydawał się bardzo interesujący”.

Faktycznie wydaje się to ciekawym wyzwaniem – jakby rozwarstwić swoją świadomość pomiędzy własne projekty i za każdym razem zinterpretować własne dźwięki w inny sposób. Ta muzyczna schizofrenia to ciekawy eksperyment, chociaż wydaje się, że faktycznie najlepszym wykonaniem jest oryginał Pentadrvg. Na jego podłożu rosną w symbiozie zarówno buczące, ciężkie tony, jak i delikatne pianino wspomagane drżącą, spogłosowaną elektroniką.

Pierwotnie miałem wrażenie, że zatapiam się w narkotyczny, spowolniony świat Alicji w krainie czarów, jednak to nie bezpośrednio bohaterka książki Caroll Lewis była inspiracją do tych utworów, a gra utworzona w takowym świecie – American McGee’s Alice. „Kompozycja ta była zainspirowana przez grę. Ta postać jest bliska temu co jest w moim wewnętrznym świecie. Podobnie jak ona jestem przesiąknięta współczuciem i zrozumieniem. Gra, w której występuje McGee wspaniale uchwyca atmosferę okropnego szaleństwa przepełniającego ten świat”.

Nie spodziewajmy się jednak nawiązań do pracy Chrisa Vrenna (perkusisty Nine Inch Nails), który skomponował oprawę muzyczną do wyżej wymienionej gry. Muzyka posiada fragmenty, które moglibyśmy odnieść do lunatycznego, obłąkanego snu. Struktury wszystkich trzech kompozycji są powyginane, a przewijający się syntezatorowy motyw tworzy iluzję onirycznego powracanie w to samo miejsce, tak jakbyśmy byli zamknięci w jakimś starym domu. Sami wiecie jak ciężko ucieka się we śnie – taką powolność właśnie spotykamy na tym materiale.

Osoby bardziej otwarte na ślamazarne sączenia się i trudno słyszalne muzyczne, dudniące inwokacje oscylujące wokół azymutu Cold Meat Industry bardziej docenią wersję  Abstinentiadivinorum – „Alice (sedative edition)”. Na przestrzeni tych 20 minut mamy więcej nierozpoznwalnych, ukrytych struktur, więcej jest chropowatych „przeszkadzajek”, a wspomniana przewodząca melodia dochodzi jakby gdzieś zza ściany, a może po prostu jeszcze głębiej wpadamy w mroczny sen?

Minusem wszystkich trzech kompozycji jest to, że kończą się nagle. Brak takiego delikatnego wyciszenia, rozmycia, zaginięcia dźwięku w oddali. Szum związany z tłem ucina nóż ciszy i powoli zaczyna wchodzić nowa kompozycja. To techniczne niedociągnięcie łamie nieco całkiem dobry efekt tego materiału.

Chwilę warto również poświęcić okładce. Nie znajdziemy tutaj zakrwawionej Alicji z ostrym narzędziem w ręku, ale czarno-białe zdjęcie z jakimiś domami w tle oraz czarnym trójkątem na frontowym planie. Trudno spodziewać się o związki z Iluminatami, więc postanowiłem zapytać – „Trójkąt występuje tutaj jako połączenie trzech projektów. Opuszczone domy w tle nawiązują do klimatu gry. Te trzy kompozycje to odbicie i rozwój trzech moich projektów, a więc korzeń, który znajduje się w środku trójkąta symbolizuje Pentadrvg, a gałęzie Abstinentiadivinorum i Ritval Addict”.

Nie jest to zdjęcie jednak autorstwa samej Viktorii, która również oprócz buszowania w słyszalnych częstotliwościach lubi również spędzać czas z aparatem w ręku. „Głównym tematem moich zdjęć są przemysłowe elementy krajobrazu, jak i sama natura. W szkole zawsze lubiłam malować, jednak nie zawsze mogłam uchwycić piękno świata z użyciem pędzla i farby. Nie mniej moja fotografia jest bardziej dla zabawy, zdecydowanie amatorska”.

Zapytana o plany oraz ewentualne koncerty, odpowiada negatywnie na to drugie zagadnienie. Jednak muzycznie wkrótce pojawią się nowe wydawnictwa split, a także być może materiał wypuszczony na czarnym krążku. Pozostaje tylko od czasu do czasu zerknąć na stronę artystki na Facebooku i śledzić kolejny interesujący obiekt na rozmytej ambientem scenie.

Link:
Viktoria Mengele @ Facebook

Przeczytaj także

Dźwięki Peryferyjne #2 (podcast)

Red Group TV

Dźwięki Peryferyjne #3

Red Group TV

Celer – Rags of Contentment

Alan O. Grinde

Djinn – MindEvolution

Alan O. Grinde

Cages – Folding Space

Alan O. Grinde

Najzimniejsza wioska na Ziemi

Alan O. Grinde