GALERIE MUZYKA I KULTURA

Wyczuleni na światło. „Światłoczułki” – fotografia Katarzyny Michalskiej

Kiedy mieliśmy w Fundacji okazję poznać Kasię otoczenie zawirowało pozytywną i twórczą energią. Jest to bardzo dynamiczna osoba, której jedną z działalności jest fotografia. I to jaka fotografia. Zastanawialiście się jakby to było jakbyście mieli być bohaterami baśni lub wcielić się w rolę np. wróżki? Kasia stoi za projektem „Światłoczułki”. To właśnie w tym czułym na światło oraz otaczające emocje środowisku powstają niesamowite zdjęcia. Nie mogło być inaczej, aby nie postarać się wyciągnąć od Kasi trochę informacji na temat magii fotografii. Przed wami Katarzyna Michalska.  

Część Kasia, dziękuję, że otworzyłaś się na wywiad :) Za każdym razem kiedy widzę Wasze nowe prace na Facebooku to źrenice mi się rozszerzają :) Pamiętasz jeszcze kiedy pierwszy raz chwyciłaś aparat do ręki? Jak wyglądał u Ciebie proces zakochania się w fotografii?

Hej Alan :) Bardzo dziękuję za zaproszenie i za to, że właściwie pierwszy raz mogę tak jak napisałeś „otworzyć się” na wywiad.

Jeśli chodzi o aparat i o to „jak to wszystko się zaczęło”, to pewnie jak większość fotografów, odkryłam, że kocham to robić, kiedy dostałam pierwszą cyfrówkę… Wiesz 5mpx…, zoom, który malował zdjęcia w kropkach :) Pamiętam, że miałam  jakieś 12-13 lat. Pierwszymi zdjęciami były autoportrety, które nie należały do takich zwyczajnych autoportretów. Myślę, że już wtedy widziałam ten cały świat i siebie w nim  nieco inaczej :) Lubiłam też chwytać kadry z rodzinnych imprez. Może mogłabym to nazwać reportażem? Choć zazwyczaj były to pojedyncze osoby osadzone w określonym kontekście. Przypomniał mi się teraz portret mojej ś.p. Babci, która siedziała przy zastawionym stole. Wiadomo, polska impreza więc – wódeczka, śledziki i inne tego typu rarytasy, a na pierwszym planie kubek Milki z napisem „Rodzinna przygoda”. Takie kadry lubiłam. Po Liceum, zamiast na studia poszłam do szkoły fotograficznej, rodzice, którzy wspierali mnie we wszystkim od początku, kupili mi moją pierwszą lustrzankę i tak się zaczęło. W międzyczasie w moim życiu nastąpił mały przewrót i na kilka lat zajęłam się zupełnie czym innym, ale fotografia zawsze mi towarzyszyła i kiedy tylko mogłam chwytałam za aparat.

Światłoczułki, które tworzysz, to bardzo kreatywna grupa ludzi, a efektem są niesamowite zdjęcia. Co powiesz o pozostałych członkach grupy? Skąd pomysł w ogóle na Waszą nazwę? Jest bardzo literacka, a zarazem… przyrodnicza. No i fajnie trzyma się fotograficznej konwencji.

Uśmiecham się teraz, bo to temat bardzo na czasie w moim domu w kontekście planowanej personalizacji Światłoczułków. Na Facebooku w notatce „O nas” widnieją faktycznie trzy osoby. Natomiast Światłoczułki teraz, to tak naprawdę ja oraz projektowo moja przyjaciółka Żaklinka, która jest moją trzecią ręką jeśli chodzi o dopełnianie stylizacji. Żaki jest wizażystką i body painterką, więc make-up i malowanie ciała w projektach należą do niej, choć niejednokrotnie ja nanoszę poprawki, kiedy nasze wizję troszkę się rozminą. Mamy do tego spory dystans, dlatego zawsze podchodzimy do wszystkich takich sytuacji z wielkim uśmiechem :) Nie wyobrażam sobie projektów bez Żakliny.

Jeśli chodzi o nazwę i o to, dlaczego w naszym teamie widnieje jeszcze jedno imię…Tutaj musimy się cofnąć do genezy Światoczułków, które u swych początków nie miały się wiązać tylko z fotografią… To był 2015 rok.. Nazwa powstała dość spontanicznie i właściwie wymyślił ją mój partner Przemek, który do tej pory jest moim nieocenionym krytykiem i wsparciem. Kiedy nie jestem czegoś pewna, bądź mam wątpliwości jak ugryźć jakiś temat, zawsze pytam go o radę. Wracając do nazwy. „Światło” – wiadomo jak ważne jest w fotografii i ile magii potrafi wnieść… A „czułki”? To nic innego jak nawiązanie do czułości, nie tylko na światło, ale na pewne wyjątkowe chwile, kadry etc. Tak jak mówisz nazwa jest literacka i przyrodnicza – strzał w dziesiątkę. Cieszę się, że tak ją odczytałeś, to dobry znak. Przemek jest grafikiem – dlatego logo z ułożonego w labirynty i zawijaski móżdżku zwieńczonego czułkami to także jego dzieło. Jesteśmy bardzo kreatywną parą i robiliśmy w owym czasie dużo rzeczy – od kręcenia amatorskich filmików-teledysków, realizowanie projektów graficznych, społecznych, po wspólne pstrykanie zdjęć. Dlatego któregoś dnia stwierdziliśmy, że zakładamy fanpejdż, na którym będziemy zamieszczać swoje „twory” i pokazywać światu. Jak „przescrollujesz” sobie na osi czasu – jakieś ślady po naszych wspólnych projektach powinny jeszcze widnieć na fanpejdżu. Dziś to już tylko fotograficzne plony :)

Ogólnie całość światłoczułkowej konwencji narodziła się tak naprawdę z tego, że kochamy przyrodę, podróże. Każdą wolną chwilę najchętniej spędzalibyśmy w Bieszczadach, górach czy innej „dziczy” .. Myślę, że to jak żyję/żyjemy przenosi się na to, co robimy, a więc też na to jaką fotografię tworzę teraz..

Pracujecie głównie w zakresie fotografii człowieka – od portretów, przez rodzinne, do realizacji różnych artystycznych wizji. Czemu akurat ludzie są głównym celem Twojego obiektywu? 

Tak. Może to truizm – ale dla mnie człowiek jest przeciekawą istotą. To, że jesteśmy tak różni – daje ogromne pole do popisu dla mnie, jako fotografki. Najbardziej lubię, kiedy ludzie otwierają się podczas sesji, nie tylko na samo fotografowanie, ale na samych siebie. Kompleksy – to jest taki niewidoczny temat numer jeden. Jednym z najważniejszych celów mojego fotografowania jest pozbawianie ludzi kompleksów. Naprawdę. Zwłaszcza kobiety – widzą w swoim wyglądzie i nazywają „brzydkimi” cechy, których ja kompletnie nie widzę, a może widzę, ale uważam je za piękne. I wiesz to nie jest tak, że nagle taka kobieta pozbywa się swoich kompleksów, ale zauważa ile poza nimi jest w niej piękna. Bo to przecież o to chodzi! Kiedy po oddaniu zdjęć słyszę, że zdjęcia bardzo się podobają, to jest to dla mnie miód na serce. No a cóż poza tym? Jestem pedagogiem, naprawdę lubię ludzi i ciekawią mnie ich historie, które określają ich jako osoby, które osadzam potem w dobranym klimacie.

Opowiedz proszę zwłaszcza o sesjach artystycznych. Jak wygląda proces przygotowania do takowej? Wynika to z rozmowy z danymi osobami i wybrania bajkowego klimatu pasującego do ich osobowości czy raczej ludzie przychodzą z pomysłami, które realizujcie?

Większość wizji to kreacje mojej wyobraźni. Do tej pory mam takie szczęście, że modelki/modele oddają się moim wizjom w stu procentach. Oczywiście zawsze muszę wiedzieć co nieco o takiej osobie, czym się zajmuje, jak żyje, jak wygląda. Czasami jednak bywa tak, że oprócz przesłanej fotografii, nie wiem
o takiej osobie nic i wtedy sama fotografa musi mi wystarczyć. Ale wiesz, nie mam z tym problemu. Widzę jakąś twarz i teraz są dwie opcje: albo żaróweczka zaświeci się od razu :) albo dopiero podczas spaceru (najczęściej!), podróży, oglądania filmu czy czytania książki. Kiedy jest już pomysł, wtedy wymyślam w głowie główne kadry-historię jaką chcę opowiedzieć. Szukam gadżetów, strojów. Niektóre można kupić, niektóre trzeba stworzyć samemu. To jest bardzo kreatywny proces, lubię to.  Myślę, że ludzie widzą jaką fotografię tworzę, że lubię osadzać ich w naturze, w bajkowej rzeczywistości, w kontekście, tworzyć historie. Mam więc takie przekonanie, że skoro piszą właśnie do mnie, to znaczy, że się na to godzą. Co nie oznacza, że nie czekam na ich własne pomysły! Dwa dni temu zadzwoniła do mnie pani, która zapisała się na sesję i zaproponowała sesję w klimacie „Nocy i dni”. No rewelacja! Właśnie z pomocą Żakliny kompletuję stylizację.

W ramach Światłoczułków rozpoczęliście projekt “Twins”, co możesz nam o nim powiedzieć? Z tego co wiem jest on już zamknięty, przynajmniej na terenie Wrocławia.

Oh tak, Twinsy to była niesamowita przygoda! Gdybym miała Ci powiedzieć skąd wziął się pomysł na projekt – to nie jestem w stanie. Po prostu, ot tak. Któregoś dnia coś mnie zwyczajnie zainspirowało. Postanowiłam, że chcę artystycznie fotografować duety, które łączy jakaś relacja – czy to koleżeńska, przyjacielska czy rodzinna. Zaraz potem pojawiła się refleksja, że przecież to fantastyczna sprawa dać ludziom pretekst do spotkania. Nie wiem czy też masz takie spostrzeżenie, że w dzisiejszych czasach mamy bardzo mało czasu dla bliskich osób. Pamiętamy o nich, utrzymujemy kontakt, ale spotkania przekładamy w nieskończoność, bo tyle mamy na głowie! Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Oczywiście nie wszystkie nasze piękne „Twinsy” wpasowują się w ten profil „że nie mają dla siebie czasu” etc., ale dla niektórych to było pierwsze spotkanie od bardzo dawna! Poznałyśmy z Żakliną mnóstwo wspaniałych, pięknych osobowości, z wieloma z nich utrzymujemy kontakt do dziś. Ah! No i co ważne- planujemy drugą edycję projektu prawdopodobnie w listopadzie.

Widziałem również Wasze przygotowania do sesji pomieszczeń i budynków Pafawag. Czyżby Światłoczułki to również zamiłowanie do opuszczonych, postprzemysłowych miejsc?

To ciekawe pytanie bo, o tyle o ile faktycznie lubujemy się w opuszczonych przestrzeniach, zwłaszcza fabrycznych, zakładowych (to całkiem osobny temat na kolejną rozmowę?), to jakoś nigdy nie łączyłam tej miłości ze Światłoczułkami. Przestrzeń Pafawagu ze zdjęć, o których mówisz, no cóż… Muszę znowu to powiedzieć… To przypadek! :) Ktoś w Internecie zamieścił galerię zdjęć właśnie z tej przestrzeni. Żaklina podesłała mi link i jednogłośnie stwierdziłyśmy „Tak! Musimy tam coś zrobić!”. Miałam wówczas przed sobą sesję artystyczną z Justyną, (którą w tym miejscu pozdrawiam), musiałam tylko ugryźć temat tak, żeby pasował do tego, co o sobie napisała mi modelka. No i powstały takie kadry… :)

Ustaliliśmy w rozmowie wcześniej, że nie masz żadnego magicznego wiru w swoim obiektywie, ale jednak umiesz uchwycić bajkowość świata na swoich zdjęciach. Jak uważasz – co jest kluczem do zrobienia dobrego zdjęcia? 

Dziękuję :) Bo świat jest magiczny, ale zobaczymy to tylko wtedy, kiedy na chwilę się zatrzymamy i przyjrzymy poszczególnym, nazwijmy to po mojemu-kadrom-z bliska. To też brzmi może jakoś górnolotnie, ale ja uważam, że tak naprawdę jest. Teraz tylko kwestia tego, co jest dla nas magiczne w tym świecie. Dla mnie to natura, człowiek, który przecież jest nieodłączną jej częścią, to uśmiech dziecka, nieskrępowana spontaniczność. To wszystko to jest magia. Takie spojrzenie na świat zawdzięczam moim Rodzicom, którzy nauczyli mnie miłości do natury, zwierząt. Naprawdę nie wiem co jest takim złotym kluczem do zrobienia dobrego zdjęcia, jeśli wyłączyć z tego wszelkie sprawy natury technicznej :) Oprócz tego, że musisz znać możliwości własnego sprzętu, po prostu umieć się nim posługiwać to może to, żeby dane zdjęcie nie było „suchym” kadrem? Ja zawsze staram się, że moje zdjęcia o czymś opowiadały, wyzwalały konkretne emocje, przenosiły nas w jakieś miejsce… Ja każde swoje zdjęcie, jak to się mówi „czuję” i to jest dla mnie złoty środek.

Ile w Waszych finalnych pracach jest obróbki i pracy na komputerze? Czy w obecnych czasach jest możliwe w ogóle produkowanie świetnych zdjęć bez wsparcia Adobe?

Nawiązując do pytania powyżej – oczywiście, że można zrobić dobre zdjęcie bez użycia pakietu Adobe. Zdjęcie powinno być dobrze doświetlone, musisz mieć w głowie jakąś kompozycję. Jeśli potrafisz posługiwać się swoim sprzętem i wiesz jaki efekt przyniesie konkretne ustawienie – to jesteś w stanie zrobić dobre zdjęcie. Pytanie czym jest dobre zdjęcie? W wypadku fotografii artystycznej to jest chyba bardzo subiektywna sprawa. Ja zawsze staram się tak skomponować zdjęcie, żeby w postprodukcji nie musieć doklejać elementów takich jak np.- dym, trawa czy innych, które po prostu fizycznie mogą znaleźć się na przestrzeni kadru. Ale są efekty, których nie da się uzyskać tylko przy pomocy aparatu. Na przykład jeśli wymyślę sobie, że niebo na konkretnych zdjęciach ma być turkusowe czy np. trawa fioletowa… Albo klient ma czas tylko popołudniu, a w mojej wizji na kadrze np. ma łowić ryby na zamglonym jeziorze… Rozumiesz…To są sytuacje kiedy muszę sobie „pomalować” lub „domalować” konkretny efekt w Photoshopie J Photoshop jest dla mnie pędzlem, który dopełnia moje wizje. Natomiast jeśli chodzi jeszcze o refleksję odnośnie fotografii w tych czasach, śledzę trendy na bardzo wielu forach i fanpejdżach i mam takie wrażenie, że to wszystko poszło trochę w złym kierunku…Że właśnie jest określony trend np. retro bądź wyjaławiania barw na fotografiach i tylko takie fotografie są najwyżej oceniane, pomimo masy naprawdę przepięknych zdjęć, które niestety nie wpasowują się w „ten” trend. No ale cóż, chyba taki mamy świat, że czujemy się lepiej, kiedy wpasowujemy się w trendy, że to one dyktują nam to, co robić, co znowuż pociąga za sobą to, że większość fotografów wpasowuje się w gusta klienta, a nie odwrotnie. Ci, którzy starają się przebić, mają dużo trudniej – ale uważam, że warto i że prędzej czy później zbudują swoje grono odbiorców.

Udzielasz się również w działaniach społecznych. Możesz powiedzieć więcej o tej formie swojej aktywności? Wiem, że szykują się na tym polu także poważne zmiany…

Obecnie w działaniach społecznych mam małą przerwę. Jest to związane z tym, że rozwijanie firmy pochłania naprawdę mnóstwo czasu i energii. Natomiast ja wciąż myślę o „moich dzieciach”- czyli dzieciakach z trisomią 21 (Zespół Downa). Dlatego w listopadzie z Żakliną oraz z mamą mojego przyjaciela Mateusza planujemy założyć Stowarzyszenie. W ramach jego działalności chcemy organizować szereg ciekawych eventów, warsztatów i akcji, które angażowałyby nie tylko dzieci z trisomią, ale osoby z innymi niepełnosprawnościami czy to fizycznymi czy intelektualnymi. W głowie kotłuje mi się pomysł zrobienia projektu w więzieniach czy zakładach dla kobiet… No nie chcę zapeszać i mówić za wiele o tych planach. Dlatego trzymaj kciuki. Oczywiście liczę na pomoc ze strony Waszej Fundacji i studio J

Jak zapatrujesz się na współpracę Światłoczułków z innymi formami sztuki – z muzyka czy filmem? W jakich konglomeratach artystycznych widziałabyś względnie swoją sztukę?

Ojej. Temat rzeka. Moja głowa naprawdę tętni pomysłami. Gdybym ja tylko mogła się roztroić hehe. Ja jestem zawsze otwarta i naprawdę jestem w stanie popełnić wspomniane roztrojenie, jeśli tylko pojawi się jakaś propozycja. Dla przykładu -tworzenie fotografii do teledysków, projektów społecznych lub  realizowanie fotografii dla określonego teatru. Przede mną zdjęcia dla wrocławskiej formacji teatralnej protoCiało – łączenie fotografii z PR/promocją to też mnie „kręci”! Moim cichym marzeniem jest stworzenie fotografii-ilustracji do czyjejś książki – aż mam dreszcze jak sobie o tym pomyślę! No i widzisz… Jak ja mam to wszystko krótko opisać? :)

Jakie macie dalsze plany? Można się jeszcze z Wami na sesję umówić czy najbliższy termin to 2042 rok? :) 

O planach chyba już troszkę powiedziałam. Dodam tylko, że dalszy rozwój! Żeby tylko nie stać w miejscu, to jest taki ogólny plan :) Z przyziemnych rzeczy może jeszcze – strona internetowa, która „wisi” i woła „skończ mnie, skończ mnie!” – a tu wciąż brak czasu. Co do terminów – nie przesadzajmy- Światłoczułki są dopiero na początku swej drogi, konkurencja jest ogromna, a ja dodatkowo weszłam w nieznany mi rynek wrocławski. Także zapraszam, jakiś termin na pewno się znajdzie :)

Dziękuje za wywiad. Z mojej strony to wszystko. Jeśli masz ochotę coś dodać to zapraszam :) 

Bardzo Ci dziękuję. To ciekawe doświadczenie przenalizować swoje działania pod różnymi kątem :) Nie spodziewałam się, że można mieć tyle pytań do Światłoczułków. Nawet podczas tego wywiadu narodziły się w mojej głowie nowe pomysły. Teraz tylko czeka mnie solidna praca nad zarządzaniem własnym czasem… :)

FOTOGRAFIA ŚWIATŁOCZUŁKI @ Facebook

O autorze...

Alan O. Grinde

Alan O. Grinde

Animator i manager kultury. Rzecznik prasowy Fundacji Rozwoju Indywidualnego "Praca Moc Energia". Lektor i właściciel Studio Frequency Institute. Basista i programista w Epilepsy Injection Device oraz kilku innych projektach.