CZŁOWIEK I BIOSFERA

Zagadki ewolucji

Dlaczego zaczęliśmy poruszać się w postawie dwunożnej? Karol Darwin sugerował, że nasi przodkowie przybrali dwunożną postawę, kiedy zaczęli posługiwać się narzędziami. Teraz wiemy, że to nieprawda, ponieważ najstarsze odkryte narzędzia mają zaledwie 2,6 miliona lat, natomiast anatomia skamieniałości hominini wskazuje, że dwunożność pojawiła się co najmniej 4,2 (a nawet 6,2) miliona lat temu.

Problem z dwunożnością, jak mówi Chris Stringer, z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, wynika z faktu, iż mimo tego, że sprawny chód ma wiele zalet, to możliwość nabycia tej umiejętności wymagała anatomicznych zmian. Poza tym nie da się przy tym uniknąć początkowej fazy, podczas której ruchy będą powolne, niezgrabne i niestabilne. Stringer sugeruje, że proces przechodzenia w postawę dwunożną rozpoczął się już „na drzewach” wskazując na orangutany i innych naczelnych, którzy potrafią chodzić po gałęziach podczas pory karmienia. Myśl ta, pasuje do tego co wiemy na temat pierwszych dwunożnych, ale nie wyjaśnia anatomicznych zmian jakie wyewoluowały u tych osobników. Na przykład 4 miliony lat temu kość piszczelowa łączyła się ze stopą w linii prostej, natomiast u współczesnych małp odchylona jest ona na zewnątrz. Widoczne jest to nawet u osobników, którzy większość życia spędzają na dwóch nogach.


Nie opuść innych artykułów i programów
Zapisz się do comiesięcznego newslettera


Według innej koncepcji, dwunożna postawa wynikła z potrzeby zwiększenia przeżywalności gatunków, dzięki której samce miały ułatwiony dostęp do zdobywania pożywienia, co pozwoliło im wykarmić swoje partnerki oraz młode. Wskazuje to na fakt istnienia bardzo wczesnej monogamii, z którą nie zgadza się jednak Donald Johanson, z Arizona State University, który w 1974 roku odkrył liczącą 3,2 miliona lat Lucy, która zalicza się do gatunku australopithecine i wyróżnia się pionową postawą ciała. Johanson podkreśla, że wśród pierwszych hominini, samce były znacznie większe niż samice, co u naczelnych jest bardziej znakiem istnienia konkurencji niż współpracy między płciami.

Johanson twierdzi, ze trzeba postawić pytanie dotyczące korzyści jakie przyniosła zmiana postawy na dwunożną. Jedną z nich była z pewnością możliwość dalszych wędrówek w celu zdobywania większej ilości pokarmu, co z kolei wpływało na jakość i długość życia dorosłych, a przez to i młodych osobników. Ponadto pionowa postawa ciała umożliwiła wykorzystanie przednich kończyn w innych celach, jak na przykład noszenie rzeczy, a także zmieniła się całkiem perspektywa postrzegania otoczenia, tak więc patrzenie na świat „z góry” ułatwiło obserwacje potencjalnych zagrożeń. W konsekwencji,  jak twierdzi Jonahson, dwunożność przyniosła wiele korzyści.

Jednakże wszystko to stanowi jeden z kolejnego etapu ewolucji, by przygotować grunt pod następny, który datuje się na 1,7 miliona lat temu, kiedy to nasi przodkowie opuścili lasy na rzecz sawanny. Wtedy to właśnie dokonały się największe zmiany anatomiczne takie jak: cofnięcie ramion, wydłużenie nóg oraz przystosowanie miednicy do dwunożnego chodu.

Istnieje wiele możliwych przyczyn, dlaczego dwunożność rozwinęła się w tym momencie ewolucji. Pionowa postawa pomagała osobnikom radzić sobie z piekącym słońcem na otwartych powierzchniach, pozwalając na wolny przepływ powietrza wokół ciała i minimalizując tym samym bezpośrednią ekspozycję na słońce. Ponadto sytuacja ta wpłynęła pozytywnie na mobilność hominini, którzy od teraz mogli pokonywać większe odległości w krótszym czasie. Nowe umiejętności przełożyły się także na udoskonalanie umiejętności zdobywania pożywienia.

Dlaczego nie jesteśmy bardziej podobni do szympansów?

Nikt nie pomyliłby człowieka z szympansem, jednakże nasze DNA jest o wiele bardziej zbliżone do ich kodu genetycznego niż na przykład DNA myszy czy szczurów. Jak to możliwe? Postępy w dziedzinie genomiki pomagają odpowiedzieć na to pytanie.

Po zestawieniu genomów człowieka i szympansa, różnice dotyczą niewiele ponad 1 procenta. Wydawać się to może bardzo znikomą różnicą, ale odpowiada to 30 milionom mutacji punktowych. Około 80 procent naszych 30 000 genów przejęliśmy od szympansów i choć większość z nich ma możliwą jedną lub dwie mutacje, mogą mieć one ogromne znaczenie. Jednym z przykładów może być białko ludzkiego genu FOXP2, odpowiadającego za zdolność mowy. Różnica między nami, a szympansami dotyczy budowy tylko dwóch aminokwasów. Podobnie niewielkie zmiany dotyczące innym genów, wpłynęły znacząco na różnice w wielkości mózgu między tymi gatunkami.

Jednakże ewolucja protein stanowi tylko część tego, co czyni nas ludźmi. Decydujące mogą być zmiany w regulacji genów – gdzie i jakie geny ulegają zmianom. Jak twierdzi James Noonan z Yale University, mutacje w genach odpowiadających za kluczowy rozwój osobników, mogą być zgubne. Naukowiec dodaje, że „zmiana rozwoju genu w jednej tkance lub w jednym czasie, w łatwiejszy sposób doprowadzi do jego innowacji”.

Laboratorium wspomnianego profesora jest jednym z wielu, które zajmują się porównywaniem zmian rozwoju genów, w tkankach takich narządów jak mózg, aby odnaleźć kluczową różnicę między szympansami a ludźmi. Jak przyznaje Noonan, na tym polu tak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia.

Jednym z takim zagadnień dotyczącego duplikacji genu, zajmuje się profesor Evan Eichler, z University of Washington, w Seattle. Duplikacja może doprowadzić do powstania rodziny genów, które urozmaicają i przejmują nowe funkcje.

Jego laboratorium zidentyfikowało jednoznacznie ludzkie rodziny genów, które wpływają na wiele aspektów biologii, od układu odpornościowego do rozwoju mózgu. Eichler podejrzewa, że choć duplikacja genu przyczyniła się do rozwoju nowych zdolności poznawczych u ludzi, to doprowadziła jednocześnie do ich większej podatności na zaburzenia neurologiczne.

Kopiowanie błędów oznacza, że całe fragmenty DNA zostały przypadkowo skasowane. Niektóre jego fragmenty znajdują się w nowych lokalizacjach, a przenośne elementy genu krążą wokół genomu albo wirusów, włączając je do naszego DNA. Ludzki genom zawiera ponad 26 000 różnego rodzaju mutacji, z których wiele wiąże się z różnicami w rozwoju genów pomiędzy ludźmi a szympansami.

Nawet kompletny katalog różnic genetycznych nie rozwiąże wszystkich zagadek. „Wiele z tego co czyni nas ludźmi jest związane z pochodzeniem kulturowym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie w ciągu całego życia człowieka”, mówi Ajit Varki, z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Badacz ten uważa ponadto, że właśnie ta jednoczesna ewolucja genów i kultury jest główną siłą w ludzkiej ewolucji. Przykładem na poparacie tej tezy jest fakt, iż współczesny człowiek jako potomek hodowców bydła posiada zdolność trawienia białka zawartego w krowim mleku. Aby w pełni odkryć tajemnice ludzkiej wyjątkowości, musielibyśmy poznać w jaki sposób genomy wpływają na budowę ludzkiego ciała, w szczególności mózgu, który jest odpowiedzialny za tworzenie kultury, a następnie sprawdzić jej wpływ na genom. To wszystko jednak pozostaje odległym celem.

Dlaczego rozwój technologiczny przebiegał tak wolno?

Ostre, kamienne odłamki, które uważane sa za najstarsze znane nam narzędzia, zostały odkryte w wysuszonym korycie rzeki w Etiopii, w regionie Afar. Pochodzą one sprzed 2,6 miliona lat. Następny technologiczny przełom nastąpił prawdopodobnie dopiero milion lat później. Zaczęto wtedy używać wyszczerbionych, rzecznych kamieni jako ostrzy i skrobaków, a następnie odkryto, że z kamieni tych można wytwarzać całe narzędzia, a nie tylko ich części. „W ten sposób powstał prymitywny, ręczny topór”, mówi Dietrich Stout, z Emory University, w Atlancie. Musiało minąć kolejne milion lat, zanim pierwszy, współczesny człowiek udoskonalil tę technikę. Dlaczego to trwało tak długo?

Inteligencja odegrała w tym procesie bardzo ważną rolę. Dwa miliony lat po pojawieniu się pierwszych narzędzi, wielkość mózgu hominini zwiększyła swoją objętość prawie dwukrotnie, do około 900 centymetrów sześciennych.

Narzędziownictwo niewątpliwie wymaga bystrości, a więc Stout wykorzystał skany rezonansu magnetycznego ludzi zajmujących się obróbką kamieni, aby zbadać które części mózgu są odpowiedzialne za te umiejętności. Badania sugerują, że wczesne innowacje technologiczne możliwe były dzięki nowym funkcjom percepcyjno-motorycznym, takim jak na przykład możliwość kontrolowania sztywności stawów. Do dalszego rozwoju przyczyniła się rosnąca złożoność poznawcza, w tym rozwinięcie myślenia rekurencyjnego, które odegrało ponadto ważną rolę w rozwoju mowy. Tak więc chociaż wydaje się, że rozwój narzędzi był powolny to jego poziom oparty był na możliwościach poznawczych ówczesnych ludzi. Stout wysuwa stąd wniosek, że przez cały ten okres postęp technologiczny był na niższym poziomie niż zwykliśmy o tym myśleć. Ponadto ludzie mogli wykonywać narzędzia z nietrwałych materiałów jak drewno czy kości, które nie przetrwały do naszych czasów.

„Biorąc pod uwagę dotychczasowe argumenty, rozwój kamiennych narzędzi i tak wydaje się być niesłychanie wolny”, mówi Chris Stringer z Natural History Museum w Londynie. W swojej książce „O pochodzeniu naszego gatunku”, wskazuje on na inny czynnik – demografię. Współczesna populacja ludzi jest bardzo liczna i rozwinięta, również w dziedzinie kopiowania i rozpowszechniania informacji. Ponadto nasza długość życia pozwala na przekazywanie informacji przyszłym pokoleniom. Szansy takiej nie miał ani Homo erectus ani Homo heidelbergensis, którzy dożywali maksymalnie 30 lat. Jeśli zaś chodzi o neandertalczyków to średnia długość ich życia wynosiła 40 lat. „Oni z konieczności dorastali dużo szybciej, jednak więzy między osobnikami były dość luźne”, tłumaczy Stringer.

Ponadto nasi przodkowie unikali zmian ze względu na to, że ich życie i tak było wystarczająco trudne bez dodatkowych, ryzykownych eksperymentów. „Zawsze istnieje jakieś niebezpieczeństwo kiedy przychodzi do odkrywania lub wymyślania nowych rozwiązań”, twierdzi Stringer. Mark Pagel, z Uniwersytetu w Reading, wątpi, że hominini mieli potrzebny potencjał do tworzenia innowacji czy tym bardziej przekazywania swoich pomysłów, jaki był obecny potem u Homo sapiens. Opierając się na porównaniu z szympansami Pagel twierdzi, że nawet oni potrafią skonstruować prymitywne narzędzia, jednak nie zaobserwujemy tu żadnego technologicznego postępu. Nauka u tych małp polega na metodzie prób i błędów, w przeciwieństwie do ludzi, którzy przez obserwację, wiedzą czy i co jest warte powtarzania. Jeśli teza Pagela jest poprawna, to iskrą odpowiedzialną za rewolucje technologiczne była współpraca międzyludzka. „Wraz z pojawieniem się współczesnego człowieka postęp technologiczny nabrał prawdziwego rozmachu”, podsumowuje Pagel.

Kiedy ewoluował język?

Bez języka nie byłoby możliwości aby wymieniać poglądy i idee czy wpływać na zachowanie innych ludzi. Społeczeństwo ludzkie jakie znamy, nie miałoby prawa bytu. Nabycie tej szczególnie ważnej umiejętności było punktem zwrotnym w naszej historii, ale uchwycenie tego momentu jest niezwykle trudne.

Wiadome jest, że Homo sapiens nie było jedynym hominini ze zdolnościami językowymi. Neandertalczycy, którzy wyewoluowali około 230 000 lat temu, posiadali połączenia nerwowe do języka, przepony i mięśni klatki piersiowej, potrzebnych do artykułowania skomplikowanych dźwięków. Posiadali ponadto zdolność kontroli oddechu, potrzebną do wypowiadania słów. Dowód na te stwierdzenia przynosi budowa fizyczna, a dokładnie wielkości otworów w czaszce i kręgach, przez które przechodziły nerwy odpowiedzialne za te obszary. Co więcej, neandertalczycy posiadali wariant ludzkiego genu FOXP2, który był kluczowy w tworzeniu złożonych wspomnień, biorących udział w mowie. Zakładając, że ten wariant powstał tylko raz, zdolność mowy wystąpiła przed rozejściem się ewolucji na linię człowieka i linię neandertalczyka około 500 000 lat temu.

Rzeczywiście wydaje się, że już Homo heidelbergensis potrafił mówić. Było to około 600 000 lat temu, kiedy gatunek ten pojawił się w Europie po raz pierwszy. Resztki szczątek jakimi dysponujemy, dowodzą, że Homo heidelbergensis stracił narząd przypominający kształtem balon, który umożliwiał innym naczelnym intonowanie głośnych dźwięków, odstraszających przeciwników. Na tej podstawie Bart de Boer, z Uniwersytetu w Amsterdamie stworzył model, który sugeruje, że pęcherzyki powietrza zacierałyby różnice między samogłoskami, co powodowałoby trudności w artykułowaniu słów.

Jeśli chodzi o naszych starszych przodków, dowody w postaci skamielin już nie są takie oczywiste. Robin Dunbar z Uniwersytetu w Oxford zauważa, że ostatni z hominini charakteryzowali się nerwowymi połączeniami w przeponie i klatce piersiowej jakie mają małpy. Sugeruje to, że rozwój mowy pomiędzy 1 600 000, a 600 000 lat temu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej zważywszy, że na początku posługiwano się głównie gestami rąk czy głowy zanim w pełni rozwinęły się struny głosowe. Tak więc prawdopodobnie najpierw posługiwano się językiem migowym i językiem znaków,  na co dowód mamy w pozostałościach malowideł na ścianach jaskiń.

Nawet interpretacja danych dostępnych dzisiaj jest problematyczna, a to ze względu na to, że zdolność rozmowy jaką posiadali hominini nie musiała koniecznie przekazywać znaczących kwestii. Prawdopodobnie czynnikiem, który kształtował ich głos mogły być śpiewy przy ognisku. Można to porównywać do śpiewu ptaków, bo mimo iż takie śpiewy same w sobie nie przekazywały dużo treści, to stanowiły czynnik scalający grupę. Jak zauważa Stringer, przejawy takich aktywności jak budowanie złożonych narzędzi czy polowanie na niebezpieczne zwierzęta dowodzą, że Homo heidelbergensis i neandertalczycy musieli posługiwać się chociaż najbardziej prymitywnym językiem.

Niepodważalne dowody na pojawienie się mowy oraz przekazywania złożonych idei, łączone są przede wszystkim z kulturowym wyrafinowaniem i symboliką Homo sapiens. Ale trzeba pamiętać, że pierwsze słowa jakie kiedykolwiek zostały wypowiedziane, rozpoczęły nieodwracalny ciąg wydarzeń, które zmieniły nasze relacje, społeczeństwo i technologię, a nawet sposób myślenia.

Dlaczego nasz mózg jest tak duży?

Pojedyncza mutacja mogła być przyczyną do szybkiej ewolucji naszego mózgu. U innych naczelnych zauważamy obecność silnych mięśni szczęki, które otaczając całą czaszkę, ograniczyły jej wzrost. Jednak wskutek mutacji około 2 miolionów lat temu, doszło do osłabienia tego zacisku mięśni, w ewolucyjnej linii człowieka. Wtedy właśnie rozpoczął się szybki rozwój mózgu.

Zwiększenie tempa rozwoju mózgu można szukać też gdzie indziej. Wpływ środowiska, a także rozwój społeczny odegrał ważna rolę jeśli chodzi o umysłowe przemiany umysłowe człowieka. Aby zbadać względne znaczenie tych czynników, David Geary z Uniwersytetu Missouri-Columbia, porównał wielkości czaszek różnych hominini pod względem uwarunkowań środowiskowych w jakich żyli, biorąc pod uwagę między innymi szacunkowe zmiany rocznych temperatur. Uwzględnił także wpływ wielkości poszczególnych grup hominini, co pomogło w zbadaniu presji społecznej. Zaistnienie tych zmian było równoznaczne ze zwiększeniem się rozmiaru mózgu, ale wzrosły także trudności z prowadzeniem większej grupy społecznej.

Większy mózg wymagał od ludzi zmian żywieniowych. Pomocna w tym względzie okazała się dieta bogata w mięso. Ponadto urozmaicenie jadłospisu o owoce morza około 2 miliona lat temu, zapewniło obecność kwasów tłuszczowych omega 3, które biorą udział w budowie mózgu. Ponadto proces gotowania posiłków ułatwił trawienie, co z kolei przyczyniło się do zmniejszenia jelit. W ten sposób dodatkowe zasoby organizmu mogły być wykorzystane w rozwoju mózgu.

Dlaczego straciliśmy nasze futro?

Ssaki potrzebują ogromnej ilości energii aby utrzymywać ciepło ciała. Futro zatem pełni rolę naturalnej izolacji. Dlaczego więc zostaliśmy pozbawieni tych dodatkowych korzyści? Najbardziej pomysłowe wyjaśnienie mówi o tym, że miliony lat temu, kiedy nasi przodkowie musieli dostosować się do życia w warunkach wodnych, dlatego odrzucili futro. Nie spełniało ono bowiem swojej izolacyjnej funkcji. Krytycy tej teorii twierdzą, że aby utrzymać ciepło pod wodą trzeba mieć okrągłą budowę ciała, zapas tkanki tłuszczowej, być dość małym i posiadać kończyny. Ponadto w tezie o „wodnej małpie” brakuje jakichkolwiek dowodów w postaci skamielin.

Bardziej popularna idea mówi, że do utraty futra doprowadziło przegrzanie ciała, a więc problemy z nieodpowiednim ochładzaniem organizmu. „Nie dyszymy jak psy i nie mamy takich dużych uszu jak słonie aby ochładzać swoje organizmy”, mówi Chris Stringer z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. „Naszym jedynym sposobem na schładzania ciała jest pocenie, ale grube futro uniemożliwiało taką reakcję”. Nie stanowiłoby to większego problemu, jeśli nasi przodkowie ograniczyliby się do życia w cienistych lasach. Ale kiedy przenieśli się na bardziej otwarte przestrzenie, dobór naturalny dał o sobie znać właśnie poprzez utratę futra. Dzięki wykształceniu drobnych włosków na ciele, możliwa była cyrkulacja powietrza wokół spoconego organizmu, co z pewnością pomagało w obniżaniu temperatury ciała.

Pocenie wymagało dostarczanie organizmowi dużej ilości płynów, co było jednoznaczne z zamieszkiwaniem terenów nadrzecznych, gdzie brzegi wody były zalesione i cieniste, co sprzyjało zmniejszaniu samej potrzeby pocenia się. Warto napomnieć, że zlodowacenie plejstoceńskie, datowane na około 1,6 lat temu, spowodowało, że nawet w Afryce noce bywały bardzo chłodne.

Mark Pagel, z Uniwersytetu w Reading, w Wielkiej Brytanii wskazuje, że zwierzęta zamieszkujące sawannę pozostały przy swoim futrzastym okryciu. Twierdzi on, że pozbycie się futra u naszych przodków miało miejsce dopiero wtedy, kiedy nauczyli się oni radzić z konsekwencjami jego braku, co nastąpiło prawdopodobnie około 200 000 lat temu kiedy wyewoluował człowiek współczesny. Wtedy możliwe było zrekompensowanie sobie utratę futra poprzez prymitywną odzież, schronienie i ogień. Pagel twierdzi także, że dobór naturalny sprzyjał mniej owłosionym osobom ponieważ zagrażające pasożyty nie rozprzestrzeniały się na takich organizmach tak łatwo. Później dobór płciowy wypromował osobników z jasną, nieskazitelną skórą, co wskazywało na dobry stan zdrowia i stało się najbardziej pożądaną cechą seksualnego partnera, przekazywaną w genach.

Aby sprawy skomplikować jeszcze bardziej, przypadkowe dowody wskazują na fakt, iż pierwotni ludzi chodzili zupełnie nago. „Wesz łonowa wyewoluowała około 3,3 miliona lat temu”, mówi Mark Stoneking, z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku. Pojawienie się tego gatunku doprowadziło prawdopodobnie do utraty futra. Ponadto naukowiec wskazał na czas pojawienia się ludzkiej wszy, żyjącej w ubraniach (około 70 000 late temu), co sugeruje, że nasi przodkowie wędrowali zupełnie nago przez bardzo długi czas.

Dlaczego zasiedliliśmy całą Ziemię?

Nasi przodkowie dokonali kilku naprawdę imponujących wypraw. Homo erectus udał się w swoją pierwszą, wielką wędrówkę z Afryki do wschodniej Azji około 1,8 lat temu. Około milion lat później, przodkowie neandertalczyków pojawili się w Europie. Około 125 000 lat temu Homo sapiens udał się na Bliski Wschód. Żadna z tych grup ludności nie przetrwała. Ale około 65 00 lat temu, pewna grupa współczesnych ludzi opuściła Afrykę i podbiła świat. Stanowi to niezwykłe osiągnięciem, tak ważne dla każdego gatunku. Co sprawiło, że nasi przodkowie rozprzestrzenili się na tak wielka skalę?

Prawdopodobnie przyczyny migracji leżą w zmianach klimatycznych oraz przeludnieniu. Naukowcy sądzą, że około 100 000 lat temu bogatą we florę i faunę Afrykę zaczęły nękać naprzemienne susze i powodzie, środowisko przestało być stabilne, a życie ludzi stało się coraz bardziej problematyczne. Poszukując stałego źródła pożywienia i bezpiecznego schronienia, wyruszyli w długą wędrówkę. Badacze odkryli także bardzo ciekawy ślad w naszych genach ? gen DRD4-7R, który znaleziono głównie u ludzi zamieszkujących dalekie regiony Azji, nazwano ?genem poszukiwania nowego?. Był on charakterystyczny dla naszych przodków żądnych przygód. To właśnie on do dziś nakazuje człowiekowi zdobywać wszystko co jeszcze nieodkryte i niezdobyte.

Paul Mellars z Uniwersytetu w Cambidge twierdzi, że nagły wzrost liczby ludności w tym czasie spowodowany był także postępem technologicznym, ekonomicznym, społecznym i poznawczym. (Proceedings of the National Academy of Sciences, vol 103, p 9381) Zdolność kontroli nad ogniem miała miejsce wcześniej niż posługiwanie się językiem. Ale okres ten przyniósł rozkwit i innowacje dotyczące na przykład produkcji skomplikowanych narzędzi, wydajnej eksploatacji źródeł żywności czy pierwszych form artystycznego wyrazu czy symbolicznych zdobień. „Ten kulturowy postęp był bardzo ważny”, mówi Mark Pagel. „Nie tylko nauczylismy się chodzić, ale także możemy zmienić świat, kiedy go odkryjemy”.

Jak dużo dziedziczymy po naszych przodach?

Porównując DNA współczesnego człowieka z układem genów pierwotnych hominini widzimy, że między 1 a 4 procent każdego, nie-afryańskiego genomu pochodzi od neandertalczyków. (Science, vol. 328, s. 710). Natomiast Melanezyjczycy posiadają 7 procent genów pochodzących od człowieka z jaskini Denisowa.(Nature, vol. 468, s. 1053). „Jest to jednoznaczny sygnał na to, że ludzie kojarzyli się między populacjami”, mówi Richard Green z Uniwersytetu Kalifornijskiego, w Santa Cruz.

Badania te sugerują, że łączenie się w pary między człowiekiem rozumnym (współczesnym), a naszymi kuzynami było stosunkowo rzadkie i ograniczało się prawdopodobnie do jednego miejsca i czasu dla każdego gatunku. W przypadku neandertalczyków miało to miejsce zapewne na Bliskim Wschodzie, około 50 000 lat temu.

Nie wszyscy są jednak skłonni przyznać rację tej tezie. „Skoro ludzie rozprzestrzeniali się po Europie w ciągu ostatnich 45 000 lat, mogli spotykać neandertalczyków na każdym rogu”, mówi Mellars. „Mimo to nie mamy żadnych dowodów, że krzyżowanie się z innym grupami odbyło się właśnie tutaj.” Dlaczego? Zagadkę stanowią liczby osobników poszczególnych grup. Jeśli ludzi współczesnych było znacznie więcej niż neandertalczyków, to dowód DNA na krzyżowanie się osobników w Europie byłby bardzo słaby lub zniknąłby całkowicie z genomu współczesnych ludzi.

Ale istnieje także inne, alternatywne wyjaśnienie na obecność DNA neandertalczyka w ludzkim genomie. Wyobraźmy sobie, że dawne populacje hominini z Afryki, każde posiadające nieco inny układ genetyczny, zostały oddzielone od siebie. Zakładając, że jedna dała początek wszystkim hominini żyjącym poza Afryką, podczas gdy inne populacje stały się przodkami wszystkich Afrykanów, to nawet bez kolejnych połączeń, grupy spoza Afryki i neandertalczycy posiadają pewne wspólne cechy DNA obce dla populacji stricte afrykańskich. Hipoteza ta została przedstawiona przez Green’a i jego kolegów, którzy wierzą, że wyjaśnia ona pewne genetyczne cechy neandertalczyków obecne u ludzi współczesnych. Jeśli więc przyjmiemy taki tok myślenia, zakładając, że doszło do pewnych krzyżówek między populacjami, to czy to nie czyni nas w pewien sposób hybrydami? Martin Richards, z Uniwersytetu Huddersfield, w Anglii twierdzi, że pojęcie gatunku jest „bardzo niejasne” i ciężko jest jednoznacznie wyznaczyć linie pomiędzy poszczególnymi grupami.

Jedna z definicji gatunku mówi o tym, że jest to grupa, która nie może krzyżować się z innymi i płodzić potomstwo, a więc analiza genetyczna ludzi budzi pewne watpliwości, gdyż widoczne są w niej konotacje z neandertalczykami i z ludźmi z grupy Denisowa. Czy w takim razie były to rzeczywiście osobne gatunki? Faktem jest, iż czasem mówi się o neandertalczykach jako o podgatunku Homo sapiens.

Kwestia podporządkowania gatunkowego stanowi według Green’a pewien problem. Jak sam mówi „możemy określić nasze genetyczne powiązania z neandertalczykami i ludźmi z jaskini Denisowa w najdrobniejszych detalach, pomijając szufladkowanie do konkretnego gatunku.” Jest to więc bardziej kwestia intuicyjna i zależy w jakim sensie postrzegamy sami siebie, niż sztywne dociekanie tego, czy i jak nasi przodkowie mogli się ze sobą krzyżować.

Czy istnieja dzisiaj jeszcze jacyś inni hominini?

Istnieje wiele legend mowiących o takich człowiekokształtnych istotach jak yeti czy Wielka Stopa. Są to tylko postacie z powieści czy może istnieje w tych historii ziarnko prawdy? Wydaje się to mało prawdopodobne. Jeff Lozier, z Uniwersytetu w Alabamie, Tuscaloosa, przebadał położenia wszystkich tych legendarnych istot. Odkrył on, że te „stwory” są identyczne z niedźwiedziami czarnymi więc mogły być z nimi mylone.

„Nigdy nie odnalazłem żadnego przekonywującego dowodu”, mówi David Coltman, z Uniwersytetu w Edmonton w Kanadzie, który zanalizował kępkę włosów należącą do domniemanej Wielkiej Stopy. Okazało się, że materiał należał do żubra.  Coltman przyznaje, że można nadal sporadycznie spotkać nowe gatunki naczelnych, w odległych zakątkach Ziemi, ale szanse na to są bardzo znikome.

Niemniej jednak kilku naukowców skłonnych jest uważać, że Homo sapiens nie jest sam. Jeffrey Meldrum, z Uniwersytetu w Pacatello twierdzi, że inne gatunki hominini mogły współistnieć wraz ze swoimi przodkami przez większość historii ludzkości. To nie wszystko. Nasze drzewo genealogiczne może nas jeszcze zaskoczyć, tak jak się to stało po odkryciu Homo floresiensis dziewięć lat temu. Ten niewielkiego rozmiaru hominin, żył na indonezyjskiej wyspie Flores, około 18 000 lat temu. Zaledwie dwa lata temu dokonano kolejnego odkrycia kiedy odnaleziono ludzi z jaskini Denisowa, żyjących na Syberii, około 40 000 lat temu.

Skoro kiedyś istniało jednocześnie kilka gatunków ?człowiekowatych?, dlaczego choćby kilka osobników nieznanego, ginącego gatunku nie miałoby błąkać się gdzieś w niezbadanych regionach świata, jak głęboka azjatycka tundra? Jak dotąd nie znaleziono wiarygodnych dowodów na istnienie takich legendarnych postaci jak yeti, jednak niektórzy naukowcy wciąż są pełni nadziei. Wprawdzie cały czas odkrywamy nowe gatunki ludzi, o których istnieniu nie wiedzieliśmy, jak choćby Homo floresiensis (żyjący 18 tys. lat temu) czy odnalezieni zaledwie cztery lata temu Denisowianie (sprzed 40 tys. lat). Antropolodzy mają coraz więcej trudności z umiejscowieniem owych gatunków na drzewie ewolucji człowieka, która wypuszcza coraz to nowe gałęzie. Odnalezienie żyjących potomków kuzynów człowieka wydaje się niemożliwe, ale meandry nauki nie raz nas już zaskoczyły.

Meldrum uważa za bardzo prawdopodobne istnienie małych grup naszych kuzynów, żyjących w odległych obszarach takich jak na przykład Himelaje czy Kaukaz. Takie obszary mogą znajdować się także bliżej większych skupisk ludności. W 1996 roku Meldrum usłyszał doniesienia o 38-centymetrowym małpokształtnym śladach w górach, w Oregonie. Postanowił pojechać tam, aby zobaczyć słabą mistyfikację, która jednak wykazywała wysoką dbałość o szczegóły. Palce u nóg były zgięte w niektórych miejscach, a w innych bardziej rozluźnione. Meldrum stwierdził, że fabrykowanie tych dowodów musiało być bardzo trudne. „Nie próbuję przekonać nikogo o istnieniu takich stworów jak yeti, ale nie powinniśmy też całkowicie wykluczyć takiej możliwości”, przyznaje badacz.

Czy to my wybiliśmy neandertalczyków?

Ponad 100 000 lat temu grupa neandertalczyków zorganizowała sobie obozowisko w kilku dużych jaskiniach na Giblartarze. W tym czasie gatunek ten rozprzestrzenił się po całej Europie i Azji, ale z czasem populacja ta zmniejszała się coraz bardziej, pozostawiając wspomnianą wyspę jako ostatnie miejsce gdzie przetrwał ten gatunek. Po około 24 000 latach, wyginęli także i oni.

Większość dzisiejszych teorii wskazuje na współczesnego człowieka jako przyczynę wyginięcia neandertalczyków. Nasi przodkowie przemierzając nowe kontynenty mogli przynieść ze sobą choroby wobec których neandertalczycy byli bezbronni. Mogło być również tak, że byliśmy po prostu sprytniejsi od nich w zdobywaniu jedzenia i ziemi. Mimo, że ich mózgi były tak duże jak nasze, zupełnie inaczej z nich korzystali. Najnowsze badania sugerują, że neandertalczycy poświęcili większą część swojego mózgu na zdolność widzenia w ciemnościach, pozostawiając mniej szarych komórek na rozwijanie innych umiejętności, takich jak używanie zaawansowanych narzędzi.

Jednak na tym nie kończą się zarzuty przeciwko Homo sapiens. Miejsca zamieszkiwania przez neandertalczyków zdradzają pewne oznaki bezpośredniego kontaktu ze współczesnym człowiekiem, nie mówiąc już o wzajemnej konkurencji czy wojnie. Clive Finlayson, z Uniwersytetu w Toronto, w Kanadzie, twierdzi, że przyczyną upadku jednych, a rozwojem drugich były zmiany klimatyczne. (The Humans Kto wyginęły, Oxford University Press, 2009).

Z początkiem ostatniego zlodowacenia, około 100 000 lat temu, klimat stał się bardzo kapryśny i nieobliczalny. Homo sapiens lepiej przystosowani do zmieniających się warunków, nie mieli problemu z przetrwaniem. W przeciwnie do neandertalczyków, potrafili już oni polować używając broni z pociskami, a więc zdobywanie pokarmu stało się jeszcze łatwiejsze. Neandertalczycy zaś, przystosowani byli do polowania jedyni z bliskiej odległości i używali naturalnej osłony, takiej jak krzaki aby podejść bliżej zwierzyny i ją zaatakować. Ostatni przedstawiciele tej grupy  dogorywali w klimatycznie bardziej stabilnych regionach, aby wyginąć ostatecznie, około 24 500 lat temu.

Chris Stringer z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, nie przystaje jednak na powyższe argumenty tak łatwo. Zgadza się on, że klimat jest jednym z elementów układanki, ale wskazuje także na rolę jaką odegrała także w tym procesie konkurencja ze współczesnym człowiekiem. „Kto wie, gdyby klimat był bardziej przyjazny neandertalczykom, zmieniłyby się też szanse ich przetrwania i może dzisiaj to oni byliby na naszym miejscu”, reasumuje Stringer.

BIBLIOGRAFIA
Publikacje prasowe:
Odyssey, tom 2
Nature, tom 432
Nature, tom 428
Gene, tom 346
Mobile DNA, tom 2
PLoS One, tom 5, e13718
Human Nature, tom 20
Proceedings of the National Academy of Sciences, tom 107[/one_half]
Journal of Human Etomution, tom 61
Proceedings of the Royal Society B, tom 270
American Journal of Physical Anthropology, tom 145
Journal of Biogeography, tom 36
Biology Letters, tom 8

Publikacje książkowe:
The Origin of Our Species , Allen Lane, 2011
Wired for Culture, Penguin, 2011
The Human Story, Faber and Faber, 2004


Podobał Ci się artykuł? Wspieraj nas poprzez ubezpieczenia od IdeaFairPlay!

Idea Fair Play

Przeczytaj także

Palenie szkodliwe dla możliwości poznawczych mózgu

Alan O. Grinde

Zabójcze zombie-pierwotniaki

Alan O. Grinde

Muzyka język prawie uniwersalny

Anna Śnieżyńska

Dystextia – zniekształcone SMS’y mogą być oznaką udaru

Alan O. Grinde

Najnieprzyjemniejsze hałasy – dlaczego denerwują nas nieprzyjemne dźwięki

Alan O. Grinde

Przez oczy do żołądka

Alan O. Grinde